O tym, jak jest na najlepszym z możebnych światów, Wolter napisał aż nadto. O tym, jak jest na najlepszej możebnej scenie Zagłębia, refleksji kilka.
Bezpiecznie. O ile dla jednych stałość i przewidywalność to komfortowa sytuacja, dla innych męczarnie czekania na coś, co nigdy się nie wydarzy, dalekie są od przyjemności. Teatralne pasy bezpieczeństwa to klasyczny repertuar realizowany po bożemu, sztandarowa farsa na afiszu ku uciesze ludzkości i coś śpiewnego dla tych, którzy lubią zanucić to i owo po premierze. "Kandyd" w Teatrze Zagłębia to jedna z tych sosnowieckich podróży po drodze prostej, bez ostrych zakrętów i z jedynie dozwoloną prędkością.
Z prawie trzygodzinnej podróży po światach Woltera zaintrygowały mnie dwie sceny: pierwsza i ostatnia.
Początek trudny do uzasadnienia: klimat przeciętnego miasteczka połowy lat 90., spotkania przy piwie, z drugiej strony zaciekłe palenie ksiąg (jak wiadomo w 1759 "Kandyda" spalono w Genewie) oraz nagłe dyskotekowe dźwięki, którym poddaje się cały zespół aktorski, niknąc za kulisami. Jak mawia Pangloss "wszystko istnieje dla jakiegoś celu, wszystko z konieczności musi istnieć dla najlepszego celu" - owej celowości najlepszej pierwszych minut uzasadnić nie potrafię. Dalej bez zaskoczeń: Wojciech Leśniak (Wolter współczesny) zaczyna snuć opowieść o młodzieńcu o charakterze najłagodniejszym na świecie i inicjuje umowną zabawę w teatr z scenograficznymi sztuczkami, hiszpańskimi pantoflami, żabotami itp.
Ożywienie przychodzi wraz z ostatnią minutą. Finałową kwestię "trzeba uprawiać nasz ogródek" reżyser Henryk Adamek odniósł bezpośrednio do teatralnego rzemiosła. Każdy z piętnastu aktorów wychodząc do oklasków przegląda się w lustrze garderoby. Wielość odbić, niezliczonych osobowości, które oferują publiczności co wieczór, to ich "ogródek" powszedni. Jak zatem jest na najlepszej "możebnej" scenie Zagłębia? W aktorskim pojedynku "Kandyda" sprawdzili się doświadczeni ogrodnicy - Wojciech Leśniak, Ewa Leśniak jako zadziorna Stara czy manichejski Andrzej Śleziak. Młode pokolenie gorzej. Tytułowy Kandyd - Marcin Zawodziński - zamienił dowcipnego i prostodusznego optymistę w bohatera wręcz romantycznego, którym targają tak przeogromne uczucia, że właściwie należałoby współczuć mu w jego cierpieniach, miast delektować się lekkością jego optymizmu. Nieszczęśliwie nadekspresja Kandyda styka się z neutralnością Kunegundy (Beata Deutschman) - aż dziw, iż młodzieniec nie porzucił jej dla energicznej Starej...
Przedstawienie snuje się leniwie do pierwszej przerwy, drapieżnie antywojenne i antykościelne kwestie zapisane przez Woltera z wyjątkową ironią łagodnie toną wśród piosenek i efektownych zabiegów scenograficznych. Widownia w pasach bezpieczeństwa nawet śmiechem nie ma możliwości przekroczyć dozwolonej prędkości, bo i dowcipu w "Kandydzie" wydzielona porcja. Bezpiecznie i abonamentowo. O ile kierowców na drodze obowiązują zasady bezpieczeństwa, w teatrze prawo to nie ma bytu. "Kandyda" w Teatrze Zagłębia raczę osobistym mandatem za poprawność bez emocji i czekam wytrwale na repertuarowe "artystyczne wykroczenie".
Teatr Zagłębia w Sosnowcu. Wolter "Kandyd". Reżyseria: Henryk Adamek. Scenografia: Wojciech Jankowiak. Muzyka: Rafał Smoleń. Obsada: m.in.: Wojciech Leśniak, Marcin Zawodziński, Beata Deutschman, Jerzy Dziedzic, Ewa Leśniak, Krzysztof Korzeniowski, Beata Ciołkowska, Andrzej Rozmus, Andrzej Śleziak. Premiera prasowa 16 października 2005.
Redakcja portalu Sosnowiec Online sosnowiec.info.pl nie
ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników.
Jednocześnie zastrzega sobie prawo do kasowania wypowiedzi zawierających
treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwe lub promujące jakiekolwiek
usługi czy produkty, zawierające linki do innych stron internetowych, a także nie związanych z tematem artykułu.
Ta mloda Pani "Recenzent" ma oczywiście prawo pisać sobie co tylko jej się podoba. Ale Ona też podlega ocenie. A mozna to zrobić jak się zna "inne recenzje" tej autorki / i to nie tylko o Teatrze w Sosnowcu /. Wszystko przed Nią, napewno kiedyś się nauczy. Bo metodyka takiego pisania jest dość prosta a "recenzje" nie pisze sie po to aby szukać dziury w całym.
A najlepiej wybrać się osobiście na przedstawienie i mieć własne zdanie - sami ocenicie opinie autorki. Nie jest to "Oscar" ale iść warto.
skoro piszesz ze scenografia super to wybiore się , gdyż ostatnimi czasy scenografia występuje niezwykle rzadko, a przewaznie to jej nie ma ,chociaz w programach scenograf występuje zawsze, nawet wtedy gdy jej nie ma
Nie w pełni zgadzam się z opinią o spektaklu. Dla mnie scenografia była super. Gorzej z wokalem głównych postaci, którzy chcąc nam współczesnym przybliżyć sztukę, na różną modłę /czytaj styl muzyczny/ swoje sceny artystyczne -"wzbogacali" popisami wokalnymi. No cóż nie z wszystkiego i z wszystkich wykonawców można zrobić musical i artystów śpiewających.
Osobiście odebrałam rolę Kandyda jako postać okresu romantyzmu -typu KORDIAN, czyli osobę pełną marzeń i woli walki w osiągnięciu celu. Tutaj zgadzam się z autorką chyba nie taką postać kreślił Wolter pisząc KANDYDA.
Cieszę się jednak, że sosnowiecki teatr zmusza do zastanowienia, czy chociażby do wymiany kilku uwag osób które miały okazję być na spektaklach, a to znaczy że sztuka żyje i nie przechodzi bez milczenia.
Nie w pełni zgadzam się z opinią o spektaklu. Dla mnie scenografia była super. Gorzej z wokalem głównych postaci, którzy chcąc nam współczesnym przybliżyć sztukę, na różną modłę /czytaj styl muzyczny/ swoje sceny artystyczne -"wzbogacali" popisami wokalnymi. No cóż nie z wszystkiego i z wszystkich wykonawców można zrobić musical i artystów śpiewających.
Osobiście odebrałam rolę Kandyda jako postać okresu romantyzmu -typu KORDIAN, czyli osobę pełną marzeń i woli walki w osiągnięciu celu. Tutaj zgadzam się z autorką chyba nie taką postać kreślił Wolter pisząc KANDYDA.
Cieszę się jednak, że sosnowiecki teatr zmusza do zastanowienia, czy chociażby do wymiany kilku uwag osób które miały okazję być na spektaklach, a to znaczy że sztuka żyje i nie przechodzi bez milczenia.
Po bardzo uważnym przeczytaniu tej "recenzji" mam tylko jedno pytanie - o co chodzi autorce, iść czy szkoda czasu ?
Pozostałe komentarze czytaj na forum.