Dzisiaj jest: piątek, 30 lipca 2010 r.   Imieniny: Julity i Ludmiły
29.09.2009, Sosnowiec

Porozmawiajmy o „SOSNarcie”

Janusz Lewanda / sosnowiec.info.pl
We wrześniu ukazał się 20. numer sosnowieckiego magazynu kulturalnego „SOSNart”, wydawanego od lutego ubiegłego roku w nakładzie 3 tys. egzemplarzy. Czasopismo stworzyli: Mateusz Rykała, ówczesny pełnomocnik prezydenta Sosnowca i Paweł Dusza, naczelnik Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Miejskiego.

Wydawca magazynu, naczelnik Dusza, w rozmowie z sosnowiec.info.pl przyznaje, że jest zadowolony z realizacji projektu pt. „SOSNart”, ale też nie ukrywa, iż poziom czasopisma uważa za jeszcze nieustabilizowany. O rosnącej roli „SOSNartu” świadczy wg Pawła Duszy konieczność uruchomienia rubryki: Ludzie listy piszą... - Dorobiliśmy się już dużego grona wiernych czytelników, którzy mają wiele do powiedzenia na temat kultury w naszym mieście – mówi z nutką dumy Dusza.

REKLAMA




W opinii niektórych czytelników „SOSNartu” (w tym niżej podpisanego) w magazynie jest za dużo lukru, a za mało pieprzu, co wynika z faktu, iż autorzy oraz twórcy rodzimej kultury i sztuki znają się jak łyse konie, a to nie sprzyja szczerej prezentacji poglądów. Zaprzeczeniem tej tezy jest polemika Karoliny Szoty „O płytkości odbioru” w ostatnim numerze czasopisma ( „O piciu i pieprzeniu”.). Być może tekst Szoty jest zwiastunem twórczego niepokoju, wkraczającego na łamy „SOSNartu”.

„SOSNart” trzyma się z daleka od polityki (co jest warunkiem jego istnienia) i chyba dlatego nie budzi zainteresowania wielu osób z kręgu władzy. Kilku lokalnych polityków, którym zaproponowaliśmy wypowiedź na temat czasopisma szczerze przyznało, że SOSNartu nie czyta. Gwoli prawdy historycznej należy przypomnieć, że redaktorowi prowadzącemu, Tomaszowi Kostro, raz, ponad rok temu, się coś wypsnęło „w temacie” zakazanym, ale uszło mu to płazem i w sumie wyszło na dobre, bo wyostrzyło czujność redaktora.

Radny Krzysztof Haładus na pytanie, jak ocenia „SOSNart” odpowiedział, że na okrągło o czasopiśmie wypowiedzą się zapewne inni, ale nie on, i słowa dotrzymał.
- Kiedy 20 lat temu Polacy wybrali "wolność", wydawało się, że dość mają wszechobecnej władzy, która prowadziła przedsiębiorstwa, handel, kluby sportowe, budowała mieszkania, emitowała programy radiowe i telewizyjne, pisała i drukowała gazety. W ten sposób oddolne inicjatywy, przedsiębiorczość i postęp, hamowane były przez nomenklaturę, w sklepach brakowało nawet tak skomplikowanego produktu jak papier toaletowy. Po roku 1989 z niektórych dziedzin władza się wycofała i funkcjonują one doskonale, ku zadowoleniu wszystkich Polaków. Władza przestała np. produkować samochody i telewizory, prowadzić sklepy, stacje benzynowe, doić krowy w PGR-ach, dopuściła nawet na rynek prywatne stacje telewizyjne, radiowe i gazety. Zaprzestała prowadzenia kin, które z miejsca stały się dochodowe i prześcigają się w przyciąganiu klientów wygodnymi fotelami, popcornem, a przede wszystkich premierami filmowymi. Tak więc pomysł polegający na tym, że władza ma kształtować kulturę poprzez wydawanie gazety o kulturze, wydaje mi się próbą powrotu do czasów PRL. Kto bowiem decyduje o tym, jaką imprezę lub kogo promować w takim czasopiśmie? A dlaczego mieszkańcy mają akurat oglądać, słuchać i czytać twórców, zaakceptowanych przez Prezydenta Miasta bądź wskazanego przez niego człowieka czy grupę ludzi? - powiedział Krzysztof Haładus.  

Również w pryncypialny sposób wypowiedział się o „SOSNarcie” radny Aleksander Kalański:
- Sosnowiec nigdy nie był kulturalną potęgą, ale od kiedy sprawami kultury w naszym mieście zajęła się Platforma Obywatelska, w mieście zaczęło zgrzytać głośniej.  Kompromitująca promocja Trójkąta Trzech Cesarzy, to tylko jeden z bolesnych przykładów.
Jeśli chodzi o „SOSNart”, to chyba jest to jeden z nielicznych pomysłów potrzebnych miastu, który ostał się po koalicji  liberałów z SLD. Wydawanie sosnowieckiego magazynu kulturalnego uważam za słuszne, choć z pewnością odważna szata graficzna kiepsko komponuje się z  np. promocją Miejskiego Domu Kultury w „Maczkach”. Preferuję wydawnictwa samorządowe i wierzę, że „SOSNart” dopiero raczkuje i  z numeru na numer ograniczać się będzie bytność w gazecie osób, które od dziesiątek lat towarzyszą lokalnej kulturze. Zamiast tego zielone światło zapalone zostanie dla młodych artystów, dzięki którym sosnowiecka twórczość nie będzie utożsamiana z akademiami  ku czci lub kwestią niewspółmiernie bardziej szkodliwą dla Sosnowca i Polski - skandaliczną promocją przeklętego trójkąta
– stwierdził Aleksander Kalański.

Trzeci rozmówca sosnowiec.info.pl, radny Karol Winiarski uważa, że „SOSNart” to strzał w „10”.
- Reaktywacja dodatku kulturalnego do „Kuriera Miejskiego” była jednym z moich postulatów, który co jakiś czas zgłaszałem na posiedzeniach Komisji Kultury, Sportu i Rekreacji Rady Miejskiej. W przeciwieństwie do samego „Kuriera”, który siłą rzeczy zwłaszcza przed wyborami odgrywa nie tylko informacyjną rolę, promowanie kultury przez miasto za pomocą „SOSNartu” jest jak najbardziej pożądane. Dlatego cieszę się, że „SOSNart” stał się trwałym elementem sosnowieckiej kultury – przyznał Karol Winiarski.

Czytelników, którzy chcą odpowiedzieć na pytanie: czy „SOSNart” stał się trwałym elementem sosnowieckiej kultury, zapraszamy do udziału w naszej sondzie.
KOMENTARZE
Redakcja portalu Sosnowiec Online sosnowiec.info.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Jednocześnie zastrzegamy sobie prawo do kasowania wypowiedzi zawierających treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwe lub promujące jakiekolwiek usługi czy produkty.

REKLAMA
title„I love Będzin” ?

„I love Będzin” - takim hasłem na billboardach Stowarzyszenie Nasz Będzin próbuje zmienić wizerunek miasta wśród mieszkańców. Będzin to nie Nowy Jork - gdzie podobna kampania była jedną z najlepszych na świecie. Trudno zmienić wizerunek brudnego i zaniedbanego miasta, zwłaszcza, gdy uczucie płynące z plakatów nie jest przez mieszkańców odwzajemnione.

titleRóżański i Podlipni odeszli z Zagłębia. W ich miejsce Kanadyjczycy?

Hokeiści Zagłębia Sosnowiec wreszcie wyjechali na lód. W czwartkowe popołudnie na tafli pojawiło się ponad 20 zawodników, jednak wśród nich zabrakło kilku najważniejszych ogniw.

titlePustynne Miraże

Od dzisiaj przez cztery dni tereny Dąbrówki, Chechła i Błędowa staną się areną "Pustynnych Miraży". Organizatorem imprezy jest Stowarzyszenie Polska Sahara. W sobotę o 20.00 – Desert Etnofest: „Nocny puls pustyni: słowa, obrazy, dźwięki” – djembe, dunduny i inne egzotyczne instrumenty perkusyjne, pustynne opowieści podróżnicze, prezentacja zdjęć, filmów dokumentalnych i przyrodniczych o tematyce pustynnej z udziałem m. in. zespołów CAMARA (Czechy), Tamtamitutu (Polska) – Pustynia Błędowska, punkt widokowy Dąbrówka.

titleStary gmach „Staszica” na sprzedaż

Uniwersytet Śląski ogłosił przetarg nieograniczony na sprzedaż byłej siedziby Wydziału Informatyki i Nauki o Materiałach przy ul. Żeromskiego 3 w Sosnowcu, czyli starego gmachu Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Staszica. Dziś raczej trudno sobie wyobrazić, że znajdzie się ktoś, kto wyłoży prawie 5 mln zł na zakup tego wpisanego do rejestru zabytków gmachu. Cuda jednak się zdarzają, także w Sosnowcu, czego przykładem jest pałac Heinricha Dietla, fundatora gmachu Sosnowieckiej Szkoły Realnej. Gdyby przed laty pałacu nie kupiła prywatna osoba (za znacznie mniejszą sumę), to dziś oglądalibyśmy nie cacko, a ruiny. Od kilku lat w sosnowieckim ratuszu mówiło się, że miasto przejmie historyczny gmach „Staszica” i inne budynki, gdy opuści je Uniwersytet Śląski w związku z przeniesieniem swojej działalności do nowoczesnych siedzib przy Grota – Roweckiego i Będzińskiej. Rzeczywistość okazała się jednak mniej miła.