Zarządzeniem ulubieńca środowiska pedagogicznego, rodziców i uczniów, czyli eks-ministra Romana Giertycha, do szkół podstawowych i gimnazjalnych Ministerstwo Edukacji Narodowej wprowadziło obowiązek noszenia ujednoliconego ubioru.
Rzeczywiście, część młodzieży traktowała szkolne korytarze jak wybieg domu mody, a oryginalne ciuchy renomowanych firm, jako demonstracje statusu materialnego. Panienki w krótkich bluzeczkach z odkrytymi pępkami demonstrowały swe wdzięki przed panem od fizyki , ale i księdzem na religii. Trzeba było wreszcie coś z tym zrobić. Jednolite, estetyczne koszulki, bluzy, polary, swetry, kamizelki czy marynarki podnoszą prestiż szkoły, powodują że młodzież zaczyna się identyfikować ze swoją grupa rówieśniczą i ze swoją szkołą niczym kibice z barwami swojego klubu.
Czyżby?
Za wprowadzenie rozporządzenia ministra Giertycha odpowiedzialne są kuratoria oświaty, który wyznaczyły swoich koordynatorów w miejskich i powiatowych wydziałach edukacji. W Sosnowcu jest nim Justyna Pluta, która informuje mnie, że wszystkie szkoły w mieście wprowadziły ujednolicone stroje. Dowiaduję się także, że dzieci z dochodem poniżej 351 zł na głowę w rodzinie otrzymają nie tylko dotacje na książki (jak w poprzednich latach), ale również i na mundurki w wysokości 50 zł. A jeśli strój uczniowski kosztuje 85 zł, a w domu, w którym dochód na osobę przekracza ten próg o 1 zł jest czwórka dzieci? Łatwo policzyć, jak wielkie będzie to obciążenie dla rodziny.
Rozporządzenie Giertycha mówi, że wyboru stroju dokonuje dyrekcja szkoły po konsultacji z rodzicami. Jak wyglądały te konsultacje w Gimnazjum nr 16? - Dyrektorka pokazała nam dwa sweterki o identycznym fasonie, ale w dwóch kolorach: granatowym i stalowym, i na tym te konsultacje polegały - mówi mama gimnazjalistki. - Czy to były sweterki tej samej firmy? - pytam. - Ależ oczywiście! - wyjaśnia.
To zastanawiające, przecież wiem, że konkurencja między dostawcami mundurków była ogromna. Może do Gimnazjum na Legionów dotarł tylko ten jeden dostawca? Nie dowiem się jak było, bo pani dyrektor przeszła właśnie na zasłużoną emeryturę. Za to pomimo nawału pracy związanego z organizacją nowego roku szkolnego rozmowna jest dyrektor Szkoły Podstawowej nr 8 im. Karola Wojtyły przy ulicy Teatralnej. - Nasze mundurki dostarczyła bielska firma; są wykonane z lekkiego przewiewnego materiału, w którym ubrani są nasi olimpijczycy - podkreśla z dumą dyrektor Małgorzata Jedlińska. - Konsultację przeprowadziłam z trójkami klasowymi - dodaje.
Przed szkołą czekają dwie matki, które pytam o te konsultacje. - Jakie konsultacje? - odpowiada jedna z mam. Owszem, były powieszone dwa mundurki na portierni, a my mieliśmy wybrać tylko fason. - Ale nie nazwałabym tego konsultacją.
Właśnie córka wybiega ze szkoły, a jej mama pokazuje mi mundurek, która ma dopiero trzeci dzień w szkole. - Już są powyciągane nitki, niech pan patrzy - mówi. Za chwilę podchodzi do nas Paweł z klasy szóstej. Jego mundurek po pięciu dniach noszenia ma już zerwany ściągacz. Jest luźny jak kiedyś mój chałat.
Dzwonię do miasta, w którym regionalizm „chałat” nie oznacza żydowskiego fartucha a szkolny mundurek. Sekretarka krakowskiej Państwowej Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej informuje mnie, że mundurki są obowiązkowe. Natomiast wicedyrektor sosnowieckiego Zespołu Szkół Muzycznych przy ulicy Wawel, Ewa Wilczek, wyjaśnia mi, że trudno, aby dziecko, które przychodzi wprost ze szkoły podstawowej, wyjmowało wymięty drugi mundurek. - Poza tym nie chcieliśmy rodziców narażać na dodatkowe koszty - dodaje Ewa Wilczek.
A jak jest w Warszawie? Mam tam dobrą znajomą, nauczycielkę szkoły nr 217. - U nas mundurki wybierali rodzice, natomiast dyrekcja jak my, nauczyciele, tylko je zaakceptowaliśmy, ale podobają się nam, nawet dobrowolnie sobie kupiliśmy takie same - dodaje. - Mundurki w mojej szkole obowiązują tylko w klasach I-III. W klasach IV-VI dzieci przychodzą jak dawniej, tyle że muszą mieć agrafką przypięte logo szkoły. - Nie zbojkotowaliście tym samym zarządzenia MEN? - pytam skonsternowany. - Nie, bo kurator mazowiecki przysłał nam pismo, z którego wynika że identyfikacja ucznia ze szkołą nie musi wcale oznaczać obligatoryjnego mundurka. - Dopiero obecne III klasy w przyszłym roku zaczną nosić mundurki - dodaje.
Ale czy zdążą?
Idea wprowadzenia jednolitych strojów w szkole nie jest w założeniu zła, gdyż osadza się na gruncie egalitaryzmu, tak potrzebnego już w najmłodszym pokoleniu. Jeżeli uczeń chce pokazać, że należy do elity, niechaj nie szatą, a umysłem tego dowiedzie. Ale sposób wprowadzenia mundurków pozostawia wiele do życzenia. Wyłączenie z tego obowiązku uczniów szkół ponadgimnazjalnych oraz nauczycieli, nieliczenie się dyrektorów szkół z opinią rodziców, nieprzejrzysty i uznaniowy tryb wyboru dostawców - wszystko to powoduje, że władze szkolne od najwyższego szczebla po dyrektorów za nic mają rodziców i dzieci. Ale w polskiej szkole było tak zawsze, odkąd jako belfer sięgam pamięcią.
Krzysztof Korn
Redakcja portalu Sosnowiec Online sosnowiec.info.pl nie
ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników.
Jednocześnie zastrzega sobie prawo do kasowania wypowiedzi zawierających
treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwe lub promujące jakiekolwiek
usługi czy produkty, zawierające linki do innych stron internetowych, a także nie związanych z tematem artykułu.