Jestem przeciwnikiem trójkątów. W związkach doprowadzają one do psychicznej ruiny, w geometrii posiadają podchwytliwe wzory, w fizyce powodują tajemnicze znikanie okrętów i samolotów, a te historyczne kojarzą mi się najgorzej - z próbą likwidacji narodu.
Trójkąt Trzech Cesarzy - symbol zmiażdżenia niepodległości Polski, utraty wielowiekowej tradycji, prawa do wolności wyboru, przekonania, że niezależnie od tego, jakie mamy poglądy polityczne, status społeczny i majątek, łączy to Ojczyzna. Przeklęte miejsce, zlokalizowane na granicy Jaworzna, Mysłowic i Sosnowca, które na pokolenia zabrało nam to, co posiadaliśmy najcenniejszego - narodowe serce.
To przeklęty trójkąt, w którym najpierw zamordowano nadzieję, później obdarto Polaków ze złudzeń, by po zakończeniu drugiej wojny światowej, na kilkadziesiąt lat wszczepić nam i naszym bliskim gen sowieckiej obojętności.
Wirus skutecznie niszczył naszą polską świadomość i okazał się równie zbrodniczy co mord w Katyniu, tyle tylko, że zaszczepiono go nie na tysiącach a dziesiątkach milionów Polaków.
Choć początkowo miałem nie pisać tego tekstu, nie chcąc wywoływać burzy w szklance wody, ostatecznie postanowiłem nie popełniać grzechu zaniechania. Konsternacja narastała falami. Najpierw, z coraz większym zażenowaniem słuchałem o kolejnych inicjatywach prześcigających się w upamiętnieniu przeklętego Trójkąta. Pomyślałem - nic to, ktoś w końcu się zreflektuje. Następnie poddawany zostałem niekończącym opowieściom o tym, jak ten wspaniały klejnot trzy sąsiadujące miasta chcą wykorzystać promocyjnie.
I choć na mojej głowie jeżyły się nieliczne ocalałe włosy, próbowałem wytłumaczyć sobie, że to zły sen, który niebawem się skończy. Kiedy jednak przed czterema laty na miejscu przeklętego Trójkąta pojawiła się tablica z co najmniej dwuznaczną treścią, a od niedawna, ku mojemu największemu przerażeniu, obchodzone jest tam Narodowe Święto Niepodległości i pojawiają się kolejne, równie nietrafione inskrypcje, wtedy nie wytrzymałem. Moje milczenie nie byłoby już zaniechaniem, ale oznaką pospolitego tchórzostwa. I o ile w stosunku do prezydentów Jaworzna czy Mysłowic, należy mieć skromne wymagania, to od Kazimierza Górskiego, dużo wyższe.
Myślę, że najwyższy czas, by Sosnowiec rozpoczął wycofywanie się z promocji miejsca, które dla niektórych może być fajnym sposobem spędzania wolnego czasu, ale dla kilku pokoleń naszych przodków i historii naszego kraju było symbolem zniewolenia, którego niszczycielska moc oddziałuje na współczesne pokolenia.
Promocja regionu czy miasta przez Trójkąt Trzech Cesarzy jest równie żałosna jak próba "sprzedania" Edwarda Gierka w promocyjnych materiałach zewnętrznym inwestorom. Myślę, że najwyższa pora, by w całości oddać Trójkąt Trzech Cesarzy w opiekuńcze ręce Mysłowic. Warto uczynić to także ze względów praktycznych. Nie tylko na obrzeżach, ale w samym sercu Sosnowca posiadamy bowiem prawdziwą perłę - Plac Papieski.
Krzyż górujący nad Zagórzem i nasza pamięć jest świadectwem najwspanialszych, a nie jak Trójkąt najmroczniejszych chwil w ponad tysiącletnich dziejach polskiego narodu. Plac to miejsce magiczne, które jak żadne inne - może połączyć ludzi o często diametralnie innych przekonaniach. Ta kilkuhektarowa otwarta przestrzeń, to prawdziwe centrum dla kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców Zagórza, spragnionych rozrywki, dodatkowo też punkt zwrotny w życiu młodej sosnowieckiej diecezji. Z kolei dla osób niewierzących to po prostu
świetny punkt służący spacerom i oderwaniu się od codziennych obowiązków.
Plac Papieski daje nam wolność wyboru. Trójkąt Trzech Cesarzy bezpowrotnie ją zabiera.
Aleksander Kalański*
*
autor jest radym Sosnowca
Redakcja portalu Sosnowiec Online sosnowiec.info.pl nie
ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników.
Jednocześnie zastrzega sobie prawo do kasowania wypowiedzi zawierających
treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwe lub promujące jakiekolwiek
usługi czy produkty, zawierające linki do innych stron internetowych, a także nie związanych z tematem artykułu.