Dzisiaj jest: czwartek, 9 lutego 2012 r.   Imieniny: Cyryla i Apolonii
13.01.2008, Felietony

Quo vadis kapitanie?

W sierpniu ubiegłego roku Rada Miejska Sosnowca podjęła decyzję o połączeniu z dniem 1 stycznia 2008 roku dwóch miejskich szpitali. Wykonanie uchwały powierzono Prezydentowi Miasta, Kazimierzowi Górskiemu. Jednocześnie jednak obowiązek załatwienia wszystkich spraw formalno-prawnych związanych z rejestracją nowego podmiotu spoczął na barkach dyrektora Szpitala nr 3 Marka Stępniaka. Mijają dwa tygodnie stycznia, a w naszym mieście w dalszym ciągu funkcjonują dwie miejskie placówki. Uchwała Rady Miejskiej nie została więc wykonana.

W oczywisty sposób rodzi się pytanie – kto jest za to odpowiedzialny? Oficjalne stanowisko władz Sosnowca prezentowane początkowo było standardowe – zadecydowały okoliczności obiektywne czy też, jak się wyraził jeden z działaczy SLD na posiedzeniu komisji zdrowia, „siła wyższa”.
REKLAMA
A ponieważ trudno wyciągnąć konsekwencje wobec złego losu (o wersji dla osób wierzących już nawet nie wspominając) sprawa wydawała się zamknięta. I być może tak by się stało, gdyby nie pojawiające się w mediach informacje sugerujące odpowiedzialność dyrektora Marka Stępniaka za zaistniałą sytuację. Ich źródłem byli wysocy urzędnicy UM. W tej sytuacji zdecydował się on na skierowanie listu otwartego do Prezydenta Górskiego. Z jego treści jednoznacznie wynikało, że o niezarejestrowaniu nowej jednostki w sądzie zadecydowały względy formalne – a konkretnie brak aktu powołania na dyrektora połączonego szpitala dla Marka Stępniaka. Powołanie dyrektora placówki, której organem założycielskim jest miasto na prawach powiatu należy do wyłącznych kompetencji Prezydenta Miasta.

Można oczywiście powiedzieć, że tonący brzytwy się chwyta i wersja przedstawiona przez niedoszłego dyrektora połączonych szpitali nie jest do końca zgodna z prawdą. Oczywiście takiej okoliczności wykluczyć nie można. Jak jednak wytłumaczyć fakt, że 28 grudnia w wywiadzie dla sosnowiec.info.pl wiceprezydent Zbigniew Jaskiernia zadeklarował w imieniu władz Sosnowca pełne zaufanie dla Marka Stępniaka? Czy można tak traktować kogoś, kto rzekomo nie wykonał powierzonego mu zadania i naraził na kompromitację prezydenta Górskiego? Co więcej, kiedy na posiedzeniu rad społecznych obydwu szpitali dyrektor Stępniak publicznie powtórzył swoją wersję wydarzeń, nikt z obecnych jej nie zakwestionował. Prezydent Jaskiernia milczał. A jednak dwa dni później na sesji RM, pod nieobecność głównego zainteresowanego otwarcie obciążył go pełną odpowiedzialnością za fiasko procesu połączeniowego. Jeżeli fakty przedstawiają się inaczej niż to przedstawił w swoim liście Marek Stępniak to czas najwyższy, aby prezydent Górski przedstawił własne wyjaśnienia. W przeciwnym razie pełna odpowiedzialność za powstały bałagan osobiście go obciąża.

W miniony piątek na nadzwyczajnej sesji Rady Miejskiej dokonano nowelizacji sierpniowej uchwały. Termin połączenia został przesunięty na dzień 6 lutego br., a obowiązkiem rejestracji nowego podmiotu obarczono dyrektora zespolonego szpitala, Władysława Perchaluka. Ciekawe, że tym razem prezydent Sosnowca dokonał aktu powołania w ciągu kilku dni, a wcześniej nie był tego w stanie zrobić w ciągu kilku miesięcy. W trakcie toczącej się dwa dni wcześniej dyskusji na posiedzeniu rady społecznej przedstawiciele obydwu szpitali przedstawili swoje zastrzeżenia co do proponowanego terminu. Łączenie dwóch placówek w środku miesiąca, i to na dodatek w najtrudniejszym z punktu widzenia służb administracyjnych okresie może spowodować ogromne komplikacje. W trakcie bardzo burzliwej dyskusji zarówno na radzie społecznej jak i na komisji zdrowia przedstawiciele Prezydenta Miasta nie dali się jednak przekonać co do pomysłu zmiany terminu. Oznaczałoby to konieczność powtórzenia całej procedury rejestracyjnej, co z godnie z opinią naczelnika Wydziału Zdrowia trwałoby około pięciu tygodni. Tyle, że uchwalona nowelizacja i tak wymusza dokonanie stosownych zmian w dokumentach złożonych u wojewody i w Sądzie Okręgowym. A to może potrwać niewiele krócej.

Jedynym sensownym argumentem, który pojawił się zresztą dopiero pod koniec obrad komisji zdrowia, był problem narastającego zadłużenia Szpitala nr 1. W momencie połączenia szpitali spłatę zadłużenia (do 5 mln zł.) przejmie na siebie budżet miasta. Do tego czasu narastają odsetki. Z tego wynika, że im wcześniej nastąpi połączenie, tym mniejsze pieniądze z budżetu miasta popłyną na konta wierzycieli. To z pewnością poważny argument. Ale jednocześnie oznacza to, że niedotrzymanie pierwotnego terminu (1 stycznia 2008 r.) powiększy zadłużenie „jedynki” o co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych. Tym samym osoba odpowiedzialna za opóźnienie ponosi też odpowiedzialność za realne straty finansowe. To kolejny powód dla którego prezydent Górski powinien wyjaśnić swój udział w tej sprawie.

Zupełnym natomiast nieporozumieniem jest łączenie faktu tworzenia połączonego szpitala z procesem restrukturyzacji. Po pierwsze, restrukturyzację można prowadzić także przy istnieniu dwóch odrębnych jednostek – sprawą zasadniczą jest przecież fakt, że zarówno „jedynak” jak „trójka” podlegają władzom miasta. To, że jak do tej pory jednostki ze sobą konkurowały, dublując niektóre zakupy inwestycyjne, wynika z faktu braku dostatecznego nadzoru ze strony organu założycielskiego. Przez całą poprzednią kadencję prezydent Górski wiele mówił o konieczności restrukturyzacji sosnowieckiego szpitalnictwa i koordynacji decyzji inwestycyjnych w obydwu placówkach. Jednocześnie jednak lekką ręką wyrażał zgodę na zakupy bardzo drogiego sprzętu, który często funkcjonował już w drugiej placówce. Kierownictwu szpitali chodziło oczywiście o uzyskanie jak najlepszej pozycji przetargowej w momencie podejmowaniu decyzji o lokalizacji oddziałów zabiegowych, co od początku wydawało się kluczowym problemem procesu restrukturyzacji. Jeszcze w pierwszym półroczu minionego roku, kiedy połączenie obydwu placówek było już przesądzone, prezydent Sosnowca podjął kolejną, zupełnie nieprzemyślaną decyzję. Dopiero ostry sprzeciw dyrektora Stępniaka, który w połowie roku przejął zarządzanie „jedynką”, zapobiegł marnotrawieniu publicznych pieniędzy.

Po drugie, proces restrukturyzacji jest jeszcze w powijakach. Jak dotychczas mamy jedynie trzy ogólne koncepcje restrukturyzacji opracowane przez dyrektora Stępniaka i zupełnie nową opracowana przez firmę konsultingową. Niektórzy podwładni prezydenta Górskiego otwarcie mówili, że sprawa jest już przesądzona, a wybranym wariantem jest ten opracowany przez firmę konsultingową. Dopiero ostre sprzeciwy zarówno radnych jak i pracowników, zwłaszcza szpitala nr 3, spowodowały, że osoby odpowiedzialne za służbę zdrowia w mieście zaczęły wycofywać się ze swoich wcześniejszych deklaracji. Oznacza to jednak, że proces wyboru koncepcji restrukturyzacji jest jeszcze przed nami. Nawet jeżeli zostanie on dokonany w pierwszym kwartale, to opracowanie szczegółowego programu restrukturyzacji zajmie kilka kolejnych miesięcy. Potem przyjdzie czas na sporządzenie projektów architektonicznych, a dopiero później na przetargi, które wyłonią wykonawców poszczególnych prac. Realizacja programu restrukturyzacji rozpocznie się najwcześniej w 2009 roku.

Wydarzenia związane z połączeniem obydwu szpitali pokazują szerszy i o wiele poważniejszy problem, który jest coraz bardziej widoczny w Sosnowcu. Brak wizji funkcjonowania ponad (jeszcze) dwustutysięcznego miasta, przerażający brak kompetencji wielu wysokich urzędników magistratu i niewyobrażalny wręcz niekiedy bałagan organizacyjny wywołują irytację nawet wśród najwierniejszych zwolenników prezydenta Górskiego. Dochodzi do tego zmieniające się co jakiś czas stanowisko „sprawdzonego gospodarza” w wielu kluczowych sprawach. Do najbardziej kuriozalnych wydarzeń ostatnich tygodni należała „heroiczna” obrona koncepcji dostosowywania Stadionu Ludowego do wymogów PZPN-u i jednoczesnego przygotowywania się do wybudowania nowego obiektu w okolicach Pekinu przez wiceprezydenta Jaskiernię i radnych SLD. Okazało się, że dwa dni wcześniej, podczas spotkania klubu radnych PO z prezydentem Górskim po raz kolejny zmienił on swoje zdanie w tej sprawie. Tyle, że nie poinformował o tym nawet swojego zastępcy. Podobna sytuacja miała miejsce na komisji oświaty w czasie dyskusji nad modernizacją boisk przyszkolnych. Co innego mówił na ten temat wiceprezydent Jaskiernia, co innego wiceprezydent Łukawski, który przybył po pewnym czasie na pomoc swojemu koledze, a co innego w końcu sam prezydent Górski, który pojawił się na samym końcu i nie wiedział, co mówili jego zastępcy. Sosnowiec coraz częściej przypomina okręt, którego kapitan naobiecywał członkom załogi, pasażerom i armatorowi dopłynięciu do kilku różnych portów jednocześnie i co chwila wydaje sprzeczne komendy.

Jak w całej tej sytuacji funkcjonuje koalicja? Nikt z radnych z PO nie ma już chyba wątpliwości, że Kazimierzowi Górskiemu potrzebne były wyłącznie głosy radnych ich klubu, których brakowało mu do osiągnięcia większości w Radzie Miasta, a nie rzeczywiste współrządzenie. Prezydent często nawet nie informuje swojego koalicjanta o podjętych decyzjach i planowanych posunięciach, nie mówiąc już o uzgadnianiu wspólnej polityki. Niejednokrotnie z wyraźną satysfakcją zrzuca odpowiedzialność za własne niepowodzenia na rząd Donalda Tuska. Platforma musi sobie zdawać sprawę, że korzyści z zawartego ponad rok temu układu są coraz mniejsze, a odpowiedzialność za błędne decyzje prezydenta Górskiego, na które nie ma żadnego wpływu obciążą także ich polityczne konto. Do koalicji jednak łatwiej było wejść niż ją opuścić. Dlatego też prawdopodobnie coraz częściej będziemy świadkami narastania wzajemnych pretensji między koalicjantami i zajmowania różnych stanowisk w czasie głosowań w komisjach i na sesjach RM (radni PO w większości wstrzymali się od głosu w czasie głosowania nad nowelizacją uchwały połączeniowej). Nie sądzę jednak, żeby któraś ze stron zdecydowała się w ciągu najbliższych miesięcy na zerwanie koalicji. Czeka nas więc raczej separacja niż ostateczny rozwód.

Czy taka postawa Platformy wystarczy do utrzymania wysokiego poparcia wśród mieszkańców Sosnowca i wygrania wyborów prezydenckich w 2010 roku? To ryzykowna taktyka. Tym bardziej, że wszelkie pozytywne wydarzenia, które będą miały miejsce w Sosnowcu Kazimierz Górski będzie przypisywał swoim działaniom, a winą za niepowodzenia obciąży koalicjanta, wojewodę, marszałka i rząd Donalda Tuska. Czy sosnowiecka PO ma pomysł, aby zapobiec kolejnemu wyborczemu sukcesowi „sprawdzonego gospodarza”? Odpowiedź na to pytanie może być kluczowa z punktu widzenia dalszych losów naszego miasta.

Karol Winiarski
KOMENTARZE
Redakcja portalu Sosnowiec Online sosnowiec.info.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Jednocześnie zastrzega sobie prawo do kasowania wypowiedzi zawierających treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwe lub promujące jakiekolwiek usługi czy produkty, zawierające linki do innych stron internetowych, a także nie związanych z tematem artykułu.

REKLAMA
titlePracownicy Bitronu chcą strajkować

Za strajkiem opowiedziało się niemal 89 proc. pracowników Bitronu, którzy wzięli udział w referendum dotyczącym protestu przeciw redukcji zatrudnienia.

titleCzarni halowym mistrzem Zagłębia

Po 7 latach zespół Czarnych Sosnowiec odzyskał miano najlepszej halowej drużyny piłkarskiej w Zagłębiu Dąbrowskim. W finale tegorocznej edycji mistrzostw Czarni pokonali obrońców tytułu sprzed roku - Zagłębie Sosnowiec.

REKLAMA