Czy świat jest teatrem a my ludzie tylko aktorami, którym przypisana jest z góry określona rola? A może nasze twarze zdobią maski, które możemy z łatwością zmienić wcielając się w inną postać?
Nad tymi pytaniami mogliśmy się zastanowić podczas Świętojańskiej Nocy Kulturalnej przy Sosnowieckim Centrum Sztuki - Zamek Sielecki. Zamiast w pocie czoła szukać mistycznego kwiatu paproci, który obsypałby nas złotem, mogliśmy zachłysnąć się perlistym...śmiechem. Trudno było bowiem zachować powagę i nie dać się ponieść odprężającej fali podczas widowiska plenerowego „Król Mięsopust” Jarosława Marka Rymkiewicza. Widowisko powstałe na podstawie dramatu Gelderodego, w reżyserii Małgorzaty Chojnickiej i w niesamowitej choreografii Włodzimierz Kuca, na długo pozostanie w naszej pamięci.
[REKLAMA]
Tragifarsa, która mieliśmy przyjemność oglądać, to z pozoru banalna historia o ludzkiej namiętności. Zręcznie jednak wpleciono w nią wątek polityczno-historyczny, refleksje na temat teatru i życia, a może teatru jakim jest życie. Początkowo jest to opowieść o prostych służących królewskiego zamku - Kasi i Florku, którzy marzą o królewskim łożu, beztrosce i bogactwie, słowem o splendorach związanych z byciem koronowaną głową państwa. W rzeczywistości jednak nic nie jest takie, jakie się wydaje, a każdy człowiek, niezależnie od stanu społecznego (czy też posiadania), boryka się z problemami i przeciwnościami losu. Co bowiem zrobić ma król Hiszpanii Filip, który pragnie pojąć za żonę zwyczajną dziewkę (tylko szczupłą), a przypisana mu narzeczona Rosalinda budzi w nim wstręt? A sama Rosalinda, księżniczka maltańska, która pragnie doświadczać rozkoszy cielesnych z prawdziwym mężczyzną jak Florek? Co począć ma zakochana we Florku Kasia, którą jednak fascynuje bogactwo i perspektywa społecznego awansu?
Akcja rozwijała się w szalonym tempie (proporcjonalnie do szybkości biegów aktorów przemierzających kilometry zamkowymi korytarzami) i rosły też apetyty widzów na dobrą rozrywkę. Co rusz wybuchały salwy śmiechu na widok roztrzepanego Skoczka i flegmatycznego Gęby, tajemnicze anielskie wcielenie Gariela w białej sukni prowokowało do dzikiej radości samym wyglądem, a zmysły rozpalała hiszpańska muzyka i taniec. Nawet roszący deszcz wyczuł pojawienie się w nieodpowiednim momencie, bo tylko wstydliwie pokropił i pozwolił nam cieszyć się plenerowym spektaklem.
Tej nocy sosnowiczanie nie mieli masek na twarzy, byli sobą a nie aktorami. Przedstawienie udowodniło, że Sosnowiec kocha kulturę i prosi o jeszcze. Pani reżyser obiecała nam „Dziady”, a zatem do zobaczenia podczas kolejnej kulturalnej nocy.
Justyna Gul
Redakcja portalu Sosnowiec Online sosnowiec.info.pl nie
ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników.
Jednocześnie zastrzega sobie prawo do kasowania wypowiedzi zawierających
treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwe lub promujące jakiekolwiek
usługi czy produkty, zawierające linki do innych stron internetowych, a także nie związanych z tematem artykułu.