Cały Sosnowiec świętował, gdy Stal po wodzą trenera Włodzimierza Dudka, byłego piłkarza Unii i RKU awansowała do I ligi w 1954 roku, a w następnym sezonie była już wicemistrzem Polski. To była świetna drużyna, dobrze wyszkolona technicznie, grająca nowocześnie i ambitnie. Po przymusowym połączeniu „resortowym” do Stali trafiło również kilku piłkarzy Stali Bobrek i Baildonu Katowice. Toteż nasze apetyty rosły z każdym rokiem. Niestety, następcy trenera Dudka Hubert Skolik czy Ewald Cebula nie potrafili już kontynuować dobrej serii, a i piłkarzom wyraźnie uderzyła do głowy woda sodowa. Brak jednolitej polityki szkoleniowej, a pewnie i wiele innych przyczyn natury finansowej i dyscyplinarnej sprawiło, ze Stal mocno obniżyła loty i przez dwa lata balansując na krawędzi spadku, w 1958 roku doznała goryczy degradacji.
Kolejna zmiana trenera (został nim Alojzy Sitko – doświadczony szkoleniowiec) pozwoliła już po roku II - ligowej kwarantanny powrócić w szeregi ekstraklasy ze sporymi nadziejami na I - ligowy byt. Lecz i tym razem historia zaczęła się powtarzać. Stal nie potrafiła nawiązać równorzędnej walki z drużynami z czołówki okupując najczęściej 8 – 9 miejsce w 12 - zespołowej tabeli.
Ponieważ nic w tamtych czasach nie działo się bez wiedzy i inspiracji przewodniej siły narodu, tak i tym razem kluczową rolę odegrały odgórne decyzje. Postanowiono, że rolę dotychczasowego opiekuna przejmie górnictwo, a dokładnie Dąbrowskie Zjednoczenie Przemysłu Węglowego w Sosnowcu, na czele którego stał Franciszek Wszołek, który też został nowym prezesem klubu. Wszołek nie znał się na piłce, ale był świetnym organizatorem i miał dużą siłę przebicia. W ten sposób powstał Górniczy Klub Sportowy Zagłębie Sosnowiec. Trenerem nowego zespołu został doskonale znany w Sosnowcu Teodor Wieczorek, ostatnio trener Odry Opole. Wieczorek - Ślązak z charakterystycznym akcentem był kiedyś piłkarzem AKS Chorzów, gdy ten rozgrywał pamiętne mecze finałowe o awans do ekstraklasy właśnie z drużyną z Sosnowca, występującą wówczas pod firmą RKU.
Popularny Teo stanął przed nie lada zadaniem. Był przecież hanysem. Pochodził ze Śląska, z miasta odwiecznego rywala, najpierw AKS, Konstalu a potem Ruchu. Kibice dobrze zapamiętali te drużyny. Ale ówcześni kibice umieli również docenić klasę i umiejętności piłkarzy zza Brynicy, których w Stali jak i w Zagłębiu nie brakowało. Obok zasłużonego Dziurowicza grał doświadczony Machnik, były bramkarz Górnika Zabrze. Przy nich bramkarskiego fachu uczył się młody Szyguła z Czerwionki i Patoła z Dańdówki. Mariana Masłonia zastąpił już wcześniej Franciszek Skiba z Ostropy k/Gliwic. Wychowankowie Stali Śpiewak i Gaik zagrają obok Bazana z chorzowskiego Klimzowca i Gałeczki z Gliwic. Sosnowiczanin Komoder i Fulczyk z Unii Oświęcim stworzą świetną parę pomocników, a Myga z Myszkowa, Krawiarz z Chorzowa, Kosider z Siemianowic czy Piecyk z Katowic, będą szlifować swój talent pod okiem doświadczonych i posiadających duży autorytet w drużynie, Majewskiego i Uznańskiego. Już pierwszy mecz w nowym składzie pod wodzą nowego trenera pokaże, że Zagłębie to całkiem inna drużyna niż dotychczasowa Stal. W pierwszym meczu Zagłębie co prawda przegra w Warszawie z Legią 0:1 ale na inaugurację w Sosnowcu wygra z Cracovią na Ludowym 3:0. Po zwycięstwie nad Gwardią 5:1, Zagłębie obejmie prowadzenie w tabeli grupy I. Potem była wygrana 4:2 w Pucharze Polski z grającym w lidze okręgowej Górnikiem Świętochłowice oraz spektakularny sukces podczas tournee po Gruzji, gdzie Zagłębie wygrało z samym Dynamem Tbilisi 2:1. Niestety ten sukces nie został odpowiednio przełożony na wyniki ligowe, gdyż tuż po powrocie Zagłębie przegrało z Górnikiem Zabrze 5:2, tracąc przodownictwo w grupie. Dwa tygodnie później doszło na Stadionie Ludowym do arcyciekawego pojedynku. Przeciwnikiem Zagłębia był nie kto inny jak Ruch Chorzów, z którym była Stal jeszcze ani razy nie wygrała ligowego pojedynku. Mecz poprzedziło losowanie Toto-Lotka, a na trybunach zasiadło ponad 30 tysięcy widzów. Przez cały mecz Teodor Wieczorek nie opuszczał swego stałego miejsca dowodzenia. Stojąc niemal nieruchomo obok bramki Machnika, półgłosem i bez emocji, za pomocą sobie i piłkarzom znanego sposobu gestykulacji wydawał dyspozycje. Po bezbarwnej i chaotycznej pierwszej połowie wynik brzmiał 0:0. Po przerwie oglądaliśmy już nie te same drużyny. W ciągu 8 minut widzowie obejrzeli 3 bramki. Najpierw w 50 minucie Piecyk chytrym strzałem przelobował Pietrka i mimo że Łysko zdołał wybić piłkę, po energicznej interwencji sędziego liniowego bramka została uznana. Dwie minuty później znów lewoskrzydłowy Zagłębia kapitalnym strzałem nie dał szans bramkarzowi Ruchu. Teraz chorzowianie wzięli się do odrabiania strat i 5 minut później Machnik musiał wyciągać piłkę z siatki. Dziesięć minut później poprzeczka uratowała Zagłębie od wyrównania i gdy wydawało się że kolejna bramka dla Ruchu jest już tylko kwestią czasu, kontra Zagłębia i strzał Gaika dały wreszcie upragnione zwycięstwo sosnowiczanom. Drużyna trenera Wieczorka pokonała jeszcze w tym sezonie Legię 1:0 (kapitalny strzał Uznańskiego z narożnika pola karnego), Cracovię na wyjeździe 3:0, Gwardię w Warszawie 1:0 i ponownie Ruch tym razem w Chorzowie 1:0. Nie udało się natomiast pokonać najgroźniejszego rywala Górnika Zabrze. W Sosnowcu przegraliśmy 0:2, nie wykorzystując rzutu karnego.
W pierwszych (przyśpieszonych) rozgrywkach Zagłębie zajęło II miejsce w grupie ustępując Górnikowi o 3 punkty (za zwycięstwo liczono 2 punkty) i zostało uznane za największą rewelację sezonu. W barażowych pojedynkach o III miejsce wygraliśmy rywalizację z Odrą Opole, którą w poprzednim sezonie trenował Teodor Wieczorek. Po „solidarnych” 0:1 i 1:0, lepsza (o jedną bramkę!) różnica w rozgrywkach grupowych dała Zagłębiu pierwszy w historii brązowy medal. Był to największy sukces sosnowieckiej drużyny od pamiętnego wicemistrzostwa Polski w 1955 roku. Teraz sztab Zagłębia skupił się na Pucharze Polski. Zagłębie gładko przechodziło kolejne przeszkody z niższych klas, poradziło sobie także z I - ligowcami wygrywając w Łodzi z ŁKS 6:1 i z Cracovią 4:0. W finale przeciwnikiem był najgroźniejszy rywal Górnik Zabrze, który co prawda przegrał batalię o mistrzostwo z Polonią Bytom, ale pragnął okupić to zdobyciem Pucharu, tym bardziej, ze w dwóch poprzednich edycjach dwukrotnie ustąpił rywalom. Zagłębie dotychczas najwyżej zaszło w 1954 roku, gdy grając w II lidze w półfinale uległo Wiśle Kraków. Dla Górnika było to więc „do trzech razy sztuka”, dla Zagłębia chęć udowodnienia, że zdobycie III miejsca w kraju nie jest dziełem przypadku. Finał rozegrany na Stadionie Śląskim, nie miał ilości kibiców godnej stutysięcznika. Rozgrywany w środku sezonu urlopowego, w niedzielę 22 lipca zgromadził 20 tysięcy widzów ledwie widocznych na tak olbrzymim obiekcie. Teodor Wieczorek przeciwstawił zabrzańskim sławom żelazną kondycję i dojrzałą taktykę. Przez pełne 90 minut Zagłębie grało na najwyższych obrotach, systemem znanym co prawda z ubiegłorocznych mistrzostw świata lecz w naszej lidze nie stosowanym. Polskie drużyny uparcie trzymały się angielskiego WM (czyli 3 obrońców i dwóch pomocników oraz pięciu w ataku). Wieczorek zastosował wariant polegający na ustawieniu 3 obrońców i cofniętych łącznikach. Co to znaczyło? Prawy pomocnik Alojzy Fulczyk cofał się do obrony przejmując funkcję drugiego stopera, podczas gdy lewy pomocnik Witold Majewski wzmacniał atak. W tym czasie obaj łącznicy Myga i Uznański operowali w drugiej linii rozgrywając tak zwane zagrywki handballowe (dwójkowe) ze skrzydłowymi. Ciężar kierowania drużyną spoczywał na doświadczonym Czesławie Uznańskim. Ten niezrównany mądry strateg i drybler raz po raz uruchamiał skrzydłowych: szybkiego Piecyka, którego rajdy napędzały Franoszowi sporo strachu oraz niezwykle ruchliwego Gałeczkę, który niemiłosiernie ogrywał Floreńskiego i wrzucał piłki w środek pola karnego. A tam czyhali już sprytny Myga i szybki Kosider. Takie zagrania już w 15 minucie przyniosły Zagłębiu prowadzenie ze strzału Mygi, dziesięć minut po przerwie Piecyk podwyższył na 2:0. Górnicy zdobyli honorowy punkt na kwadrans przed końcem meczu po przepięknym strzale Ernesta Pohla. Nie były to jedyne emocje. W 47 minucie Pohl będąc sam na sam z Machnikiem przeniósł nad poprzeczką. Zagłębie zrewanżowało się potężnym strzałem Piecyka, który zatrząsnął poprzeczką, uderzeniem Kosidera w słupek, a strzał Gałeczki Franosz wybił z linii bramkowej. Po raz pierwszy w historii drużyna z Sosnowca sięgnęła po najwyższe trofeum w rywalizacji pucharowej.
Zdobywcy Pucharu Polski otrzymali pamiątkowe złote zegarki i w nagrodę pojechali na wczasy do Bułgarii.
Rok później trener Wieczorek znów poprowadzi Zagłębie do III miejsca, wygrywając między innymi w Szczecinie z Pogonią 5:2, w Opolu z Odrą 5:1, z Wisłą 4:2, z Lechem w Poznaniu 1:0 i w Warszawie z Legią 2:0. Jednakże największym sukcesem było pokonanie zmierzającego do mistrzowskiego tytułu Górnika Zabrze 4:1. Piłkarzem jesieni został Witold Majewski awansując powtórnie do reprezentacji Polski. W lidze prym wiódł Górnik, a Zagłębie znów zmierzało do finału Pucharu Polski, pokonując po drodze Polonię Bytom (po 120 minutach gry!) i Szombierki. W rundzie wiosennej Zagłębie po raz trzeci pokonało Ruch 3:1. Było to XVI spotkanie ligowe tych drużyn, we wszystkich wystąpił tylko jeden zawodnik Czesław Uznański. Tuż przed finałowym pojedynkiem sosnowiczanie fatalnie przegrali w Zabrzu 3:0.
Finał rozegrany ponownie na Stadionie Śląskim tym razem zgromadził 80 tysięcy widzów! Teodor Wieczorek i tym razem nie bawił się w sentymenty. W dniu 1-maja prowadzone przez niego Zagłębie pewnie pokonało Ruch 2:0 zdobywając bramki ze strzałów Kosidera i Gaika. I znów znakomita taktyka zwyciężyła. Sprowadzała się ona do krótkiego krycia niezwykle szybkich i groźnych skrzydłowych Ruchu Kazimierza Poloka i Eugeniusza Fabera. To zadanie znakomicie spełnili Skiba i Śpiewak. Piłkarze świetnie i konsekwentnie wykonali postawione im przez trenera zadanie oparte na perfekcyjnej grze defensywnej i spokojnej grze w ataku, którym tym razem kierował Gałeczka. Po raz pierwszy w historii Stadionu Śląskiego rozentuzjazmowani kibice wbiegli na murawę i tak zwartym kołem otoczyli piłkarzy, że nawet wręczający Puchar prezes Włodzimierz Reczek miał trudności z przedarciem się przez ten tłum. Po meczu trener Wieczorek powiedział:
To nieprawda, że w Zabrzu oszczędzaliśmy siły na finał i dlatego przegraliśmy. Po prostu tam zagraliśmy źle. Dzisiaj natomiast drużyna pamiętała o założeniach taktycznych, wszyscy znajdowali się w ustawicznym ruchu, walczyli o każdą piłkę i konsekwentnie dążyli do celu. Bardzo nam pomogła krytyka prasowa, której skutki były widoczne w trójce obrońców i linii ataku.
Po raz drugi Zagłębie osiągnęło brąz i po raz drugi zdobyło Puchar Polski. Apetyty sięgnęły więc marzeń o najwyższym trofeum. Piłkarze Zagłębia Gałeczka, Śpiewak, Bazan, później Strzałkowski dostąpią zaszczytu gry w reprezentacji. Pojawili się także nowi młodzi zawodnicy Jerzy Pielok, Jerzy Patoła, Zbigniew Wąs, Jan Kruk, Jan Leszczyński i Andrzej Jarosik. W kolejnym sezonie 1963/64 Teodor Wieczorek rozpoczął z piłkarzami marsz po mistrzostwo. Po 4. kolejce zajmowaliśmy drugie miejsce ustępując Szombierkom tylko gorszą różnicą bramek. Z wielką nadzieją jechaliśmy więc do Zabrza. Niestety nasz najgroźniejszy rywal bezwzględnie sprowadził nas na ziemię gromiąc 7:1. Kiedy więc w 1/8 pokonaliśmy w Poznaniu Lecha 2:0 po pięknych indywidualnych akcjach Kosidera, stało się jasne że trzeci Puchar jest już tylko w zasięgu Zagłębia. Prasa napisała wówczas, że Poznań uznał klasę obrońcy Pucharu. W lokalnych derbach (Zagłębie, Górnik, Ruch, Polonia, Szombierki) też byliśmy najlepsi. Tym bardziej, że z rywalizacji odpadł najgroźniejszy rywal Górnik Zabrze, po przegranej z II - ligowym Rapidem Wełnowiec 0:2 (późniejszy GKS Katowice). W rozgrywkach ligowych Zagłębie było drużyną która po raz pierwszy od trzech lat wygrała w Bytomiu z Szombierkami, co nie było takie łatwe, gdzie na małym przykopalnianym boisku stawiło się 15 tysięcy widzów, a piłkarze słyszeli „komentarze” niemal tuż przy swoich uszach, szczególnie wtedy gdy sędzia usunął z boiska Nowaka za faul na Uznańskim. Ale na drodze dwukrotnego obrońcy trofeum stanęła wcale nie najsilniejsza Pogoń Szczecin. W ćwierćfinale rozegranym 8 marca na zlodowaciałym boisku na Alei Mireckiego po 90 minutach wynik brzmiał 1:1. 30-minutowa dogrywka nie przyniosła rezultatu. O awansie zadecydowała moneta, która była szczęśliwsza dla Pogoni. W lidze Zagłębie pokonało Unię Racibórz 6:3, przewodziło w tabeli i wydawało się że tym razem jest pewnym kandydatem do mistrzowskiego tytułu, otrzymując również nominację do występów amerykańskiej Interlidze. Bezpośredni pojedynek Zagłębia z Górnikiem miał być dniem wielkiego triumfu sosnowiczan nad rywalem. Odświętnie udekorowany Stadion Ludowy (na masztach zawisły flagi wszystkich pierwszoligowych klubów, piękna pogoda i doskonałe nastroje. Niestety i tym razem musieliśmy uznać wyższość zabrzan, znów przegrywając 0:2. Do końca sezonu nie udało się już wyprzedzić Górnika, ale Wieczorek osiągnął kolejny sukces: zdobył z Zagłębiem wicemistrzowski tytuł. W przerwie wakacyjnej Zagłębie udanie reprezentowało kraj za oceanem pokonując tak znane drużyny europejskie jak AEK Ateny (dwukrotnie po 3:0) wiedeński Schwechater, portugalski Guimares, Crvenę Zvezdę Belgrad 3:1 oraz dwukrotnie Werder Brema 4:0 i 1:0. Uległo dopiero praskiej Dukli 1:3; w drugim meczu było 1:1. Mając za sobą osiem ciężkich spotkań Zagłębie dzielnie stawiało czoła jednej z najlepszych drużyn, w której największy udział w zwycięstwie miał bramkarz Kouba. Z kolei Szyguła obronił rzut karny. W kolejnym sezonie drużyna prowadzona przez Teodora Wieczorka po raz trzeci za jego kadencji zdobyła brąz. I po raz drugi odpadła z rozgrywek pucharowych znów przegrywając przez losowanie z III - ligowym Wawelem Kraków. Wicemistrzowie Polski pokonali w tym sezonie m. in. Górnika 3:1, Szombierki 4:0, Polonię Bytom 5:2, Odrę Opole 5:1, Pogoń Szczecin 4:0 u siebie, a na wyjeździe Szombierki 5:0, Unię Racibórz 5:2 i zremisowali w Zabrzu z Górnikiem 2:2.
I praktycznie były to już ostatnie sukcesy trenera Teodora Wieczorka z sosnowieckim Zagłębiem. W kolejnym sezonie dał się widoczny wyraźny regres formy naszych piłkarzy a i ze „starej drużyny” też pozostało już niewielu. Zagłębie przegrywało u siebie z Górnikiem 0:2, z Wisłą 1:2, z Szombierkami 1:2, w Zabrzu 2:6. Było też kilka wysokich zwycięstw: 5:0 ze Śląskiem, 5:3 z Ruchem, 6:0 z ŁKS u siebie, a na wyjazdach: 3:1 w Warszawie z Legią, 3:0 ze Stalą w Rzeszowie, 4:1 w Opolu z Odrą i 4:0 w Warszawie z Gwardią (obrona rzutu karnego przez Szygułę). Ostatni mecz na Ludowym przegraliśmy z Legią 1:2, zajmując V miejsce w ekstraklasie. Był to najgorszy wynik trenera Wieczorka podczas 5 - letniej pracy w Zagłębiu. Dziś życzylibyśmy sobie takiego miejsca, nie tylko w ekstraklasie. Wicemistrzostwo Polski, trzykrotnie III - miejsce, raz V. Dwukrotnie Puchar Polski i Puchar Interligi USA. Kilka cennych, prestiżowych zwycięstw w Pucharze Lata (Rappana). To imponujący dorobek.
W następnym sezonie 1966/67 Zagłębie obejmie Artur Woźniak, dotychczasowy trener Ruchu i znów Zagłębie zacznie celować w najwyższe trofeum osiągając mistrza jesieni. Lecz na wiosnę Zagłębie znów niespodziewanie zacznie przegrywać. Woźniaka zmieni Witold Majewski, który doprowadzi Zagłębie „tylko” do trzeciego już wicemistrzowskiego tytułu. Teodor Wieczorek obejmie zwolnione po Woźniaku miejsce w Ruchu Chorzów, z którym rok później zdobędzie mistrzostwo Polski. Był niekwestionowanym autorytetem. Piłkarze lubili go i szanowali, toteż ze zdziwieniem i żalem przyjęli wiadomość o jego odejściu do Ruchu. Do wielkich sukcesów Teodora Wieczorka w Zagłębiu nawiąże dopiero jeden z jego najlepszych piłkarzy Józef Gałeczka, pod którego wodzą Zagłębie zdobędzie czwarte wicemistrzostwo i ponownie dwukrotnie Puchar Polski.
Podczas kadencji Wieczorka, w kadrze Zagłębia najczęściej występowali: Józef Machnik, Aleksander Dziurowicz, Witold Szyguła, Franciszek Skiba, Roman Bazan, Włodzimierz Śpiewak, Alojzy Fulczyk, Witold Majewski, Józef Gałeczka, Czesław Uznański, Zbigniew Myga, Ginter Piecyk, Ryszard Krawiarz, Rajnhold Kosider, Andrzej Jarosik, Eugeniusz Szmidt, Roman Strzałkowski, Andrzej Gaik i Jerzy Pielok.
Teodor Wieczorek zmarł w Chorzowie 26 maja 2009 roku w wieku 86 lat. Odszedł człowiek, który był nie tylko legendą śląskiego piłkarstwa, lecz także twórcą największych sukcesów sosnowieckiego Zagłębia.
Redakcja portalu Sosnowiec Online sosnowiec.info.pl nie
ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników.
Jednocześnie zastrzega sobie prawo do kasowania wypowiedzi zawierających
treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwe lub promujące jakiekolwiek
usługi czy produkty, zawierające linki do innych stron internetowych, a także nie związanych z tematem artykułu.
oj drogi januszku troszke sie mylicie albo nie pamietacie moge wam troszke przypomniec bo dluzej gralem w klimontowie jezeli masz czas to dzwon 509051033 pozdrawiam marek
77.252.72.* | 21:26, 16.07.2009
Nie możesz mnie pamiętać z Klimontowa bo tam nigdy nie grałem.. Napisałęm wyrażnie że byłem od początku zawodnikiem Górnika Zagórze..Potem po połączeniu z Klimontowem nazwanym Gornikiem Sosnowiec.. A na Czarnych jak napisałem nie grałeś tylko odwiedziłeś Mirka Łukaszczyka.. Co do Okamfera to może przedobrzyłem że był trenerem ale "kręcił" się przy drużynie Ale masz racje lata robią swoje,, Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam i dużo zdrówka !!
11. Gość - Janusz Maszczyk
89.77.106.* | 21:09, 16.07.2009
Aby zakończyć już te dywagacje to faktycznie przeanalizujmy sprawy po kolei i zakończmy też z kulturą dalszy dialog.
1/ - bardzo serdecznie przepraszam, ale absolutnie nie przypominam sobie zawodnika z „Górnika” Klimontów o inicjałach A.G. A przecież jako jeden z czołowych zawodników Sosnowca w ówczesnych latach rzucający na meczach regularnie po kilka, a nawet kilkanaście bramek i parający się tą dziedzina sportową powinienem pamiętać. W tym przypadku, nie klimontowskim, to posiadam w domowym archiwum bardzo liczne oryginalne protokoły i kopie, kilkanaście zdjęć i kilkanaście wycinków prasowych, gdzie podane są wyniki spotkań oraz nazwiska i ilość strzelanych bramek.
2/ - Mirka Łukaszczyka znałem wprost doskonale. Mam w archiwum domowym nawet kilka jego zdjęć i odnotowania w protokołach oraz relacje prasowe, pomeczowe ( zbiorowe i z akcji). Ogromnie jestem wstrząśnięty wiadomością o Jego śmierci. To był mój opiekun duchowy w „Włókniarzu”. Bardzo, ale to bardzo mile Go wspominam.
3/ - KS. ”Górnik” w Zagórzu prawie nie znam; poza opisywanym już jego trenerze Rysiu- byłym reprezentancie Polski, który był zawodnikiem „Sparty” Katowice; poznałem natomiast gdzieś pod koniec lat 80. XX w. zawodników i trenera ze Szkoły Sportowej z Zagórza (nawet w hali zagórskiej graliśmy rewanż), gdy jako nauczyciele (z synem) z SP nr 31 w Katowicach staczaliśmy boje o mistrzostwo woj. katowickiego. W tym konkretnym katowickim spotkaniu wygraliśmy jako zwykła podstawowa szkoła ze specjalistyczną Szkołą Sportową i to specjalizującą się jeszcze w piłce ręcznej ( to nie są prymitywne przechwałki). W tych rozgrywkach z klubami sportowymi i specjalistycznymi szkołami, SP nr 31 w Katowicach osiągnęło wicemistrzostwo Śląska.
4/ - bardzo serdecznie przepraszam, ale na boisku „Czarni” Sosnowiec nigdy w życiu nie grałem. Możliwe, że tam tylko przypadkowo się zjawiłem. Całkiem możliwe, gdyż zawsze miałem „ćwira” na punkcie sportu. Gdy graliśmy z Mirkiem w „Włókniarzu” to jeszcze boisko, o którym uprzejmie wspominasz nie istniało. Nawet w planach. Wiem natomiast dzięki jakim okolicznościom i komu, a raczej dla kogo je tam zabudowano.
5/ - kontuzji miałem wiele; najpoważniejsza to złamanie łąkotki. Nierozpoznana przez lekarzy i tkwiąca do dzisiaj. Z zaleczoną grałem jeszcze wiele, wiele, lat. W tym: koszykówka I liga „Sparta” Nowa Huta, II liga AZS Częstochowa i wiele, wiele lat jeszcze później w innych zespołach (koszykówka i piłka ręczna). Kontuzję nadgarstka (złamanie) miałem, gdy byłem jeszcze zawodnikiem „Włókniarza” (przed 1960 rokiem). Później już nigdy. Nawet palca którym uprzejmie wspominasz. O ile jednak była taka kontuzja, to trwała zaledwie kilkanaście dni i jej nawet nie pamiętam.
6/ - w 1968 roku niestety już nie grałem w piłkę ręczną. Dopiero zacząłem grać w „Słowianie”, ale to dopiero za kilak ładnych lat i tez bardzo krótko. Później już tylko trenerka………
7/ - bardzo serdecznie przepraszam ale w lat 1972 – 73 w ogóle nie kojarzę. Natomiast z całą mocą i słowem honoru, uczciwego człowieka - oświadczam, że z „Górnikiem” z Zagórza nigdy ale to nigdy się jako zawodnik nie zmierzyłem ( tylko jako nauczyciel ze Szkoła Sportową – co wyżej).
8/ - wspominany przez Ciebie Szanowny Pan Okamfer był tylko w Klimontowie kierownikiem sekcji piłki ręcznej. Natomiast serdeczne dzięki i Bóg zapłać za przypomnienie Jasia Dymka. Serdecznie Go pozdrawiam. Bardzo serdecznie ……..To On po mnie właśnie objął schedę w Klimontowie, ale nie mogłem sobie przypomnieć Jego imienia i nazwiska (patrz moja wypowiedź niżej). Możliwe, że faktycznie są to już jednak początki sklerozy………
9/- moje przykre sekwencje dotyczyły spotkania w Klimontowie, co bardzo wyraźnie podkreślałem, a nie Zagórza. Patrz niżej !
Każdą prawdę, nawet obiektywną, ale postrzeganą subiektywnymi oczami, należy zawsze, ale to zawsze korygować. Serdecznie więc dziękuję za uwagi. Bardzo jest mi przykro, że nie kojarzę ani twojego imienia ani też nazwiska (A.G.). Mimo to bardzo, bardzo serdecznie Ciebie i Rodzinę pozdrawiam.
Są w życiu porządnego człowieka, a może i każdego z nas, i takie chwile, że chce zrobić coś pozytywnego, przekazać ciekawą informację, a okazuje się, że z tego „wychodzą” tylko puste niedomówienia………
Bardzo serdecznie pozdrawiam.
77.252.72.* | 18:31, 16.07.2009
Dobrze Janusz musimy trochę to usystematyzować ! Ale jak widzę po datach to może wszystko nam pasować. I tak: Ja byłem zawodnikiem Górnika Zagórze .Sekcja Pilki ręcznej ruszyła w roku 1968 i trenerem był Mirek Łukaszczyk /zmarł jesienią ub. roku/ Zawodnicy rekrutowali się z głównie z absolwentów dąbrowskiej sztygarki... Po raz pierwszy widziałem Ciebie jesienią 1968r. na boisku Czarnych Sosnowiec /rozmawiałeś z nami jako kumpel Mirka/,a mecz zakończył się remisem./MIAŁĘŚ RĘKĘ LUB PALEC W GIPSIE/ Chyba przez 3 sezony- wtedy jeszcze grałeś w Słowianie potykaliśmy się w klasie B z różnym skutkiem u Was bylo w plery.. W roku chyba 1975 połączono dwie kopalnie i z Klimontowa i Zagórza powstal Górnik Sosnowiec .Trenerem już 3 lata wcześniej został też już od lat nie żyjący Adam Kaczmarek. Pod jego mądrą ręką lekko zasileni chłopakami z Klimontowa i Ruchu Chorzów zaczęliśmy tłuc wszystkich po kolei i wygraliśmy też na luzie w Słowianie.. /Strzeliłem wtedy bramkę w stylu Siódmiaka/ Przyznać muszę że Ciebie nie pamiętam na ławce ,a był to rok powiedzmy 72-73. Potem następowały szybko awanse aż do ligi międzywojewódzkiej na której zakończyłem grę / poszedł bark/ . Natomiast Ty piszesz o G.Klimontów i o latach wcześniejszych .Ja z Klimontowa pamiętam takiego cieniutkiego trenera chyba o nazwisku Okamfer/ też nie żyje/ ..A potem Jasia Dymka którego czasem spotykam.. Natomiast nie przypominam sobie aby w tamtych latach kiedy rywalizowaliśmy ze Słowianem miały miejsce między Zagórzem i Słowianem JAKIEŚ ANTAGONIZMY.. Owszem ciągle była rywalizacja pomiędzy Zagórzem a Sarmacją Będzin /Husar Będzin/ Ale to tylko do momentu kiedy wyszliśmy z klasy A.. Masz natomiast rację że w Warcie Zawiercie kasztaneria była pierwszego sortu..I to chyba tyle jeśli chodzi o sprawy handbalu..Masz też racje że liga w Sosnowcu powstala tylko dzięki rozpadowi katowickiej Sparty.. Natomiast własnymi "rencami" doszliśmy do ligi międzywojewódzkiej..A i jeszcze jedno :Widziałem Ciebie pó,żniej chyba dwa razy..Pierwszy na hasli przy Świerczewskigo w Katowicach kiedy graliśmy jakiś sparing /byłeś w niebieskawej marynarce z metalowymi guzikami/ A po raz ostatni w towarzystwie mojej krajanki z Będzina o imienie Iza /zdrowa blondynka/!! No i to by było na tyle..Pozdrawiam gorąco Andrzej G .. /NIC I TO NIE POWIE../
09. Gość - Janusz Maszczyk
89.77.106.* | 18:28, 16.07.2009
Bardzo często operuje się w Sosnowcu nazwą „Górnik” Sosnowiec przy określaniu tożsamości tej drużyny sportowej. Nie posiadam dokumentów, dlatego trudno operować w tym przypadku konkretnymi faktami i datami. Z tego co jednak pamiętam, to w pewnym okresie czasu, o ile się nie mylę to w latach 60 - 70 o tej samej nazwie funkcjonowały dwa takie kluby sportowe. „Górnik” z siedzibą w Klimontowie (posiadał piłkę ręczną; jak długo ?) i „Górnik” w centrum Sosnowca (ulica ?), który piłki ręcznej wówczas nie posiadał. Ten ostatni oficjalnie funkcjonował jako „Górnik” Sosnowiec. Później (kiedy ?) o tej samej nazwie „Górnik”, powstał też kolejny klub sportowy, ale już w Zagórzu.
Dlatego gdy ktoś dzisiaj w swych wspomnieniach pisze „Górnik”, to mieszkańcom centralnych dzielnic Sosnowca, kojarzy się ta nazwa tylko z „Górnikiem” Sosnowiec, a nie z Klimontowem i Zagórzem. Bardzo serdecznie przepraszam za dosadne może określenie. Ale zarówno górnicze kluby sportowe z Klimontowa jak i Zagórza, nigdy nie kojarzyliśmy z „Górnikiem” Sosnowiec. To tyle celem wyjaśnienia ewentualnych słownych nieporozumień.
To z klubu sportowego „Górnik” Sosnowiec udało się autorowi pozyskać do Klimontowa znakomitego bramkarza piłki ręcznej (A. imienia nie pamiętam), który też doskonale się spisywał później w rozgrywkach piłki ręcznej. Pochodził z rodziny niezwykle kulturalnej (Jego brat był przez wiele, wiele lat ordynatorem jednego z sosnowieckich szpitali; były też licealista – koszykarz ze„Staszica”). W zasadzie w „Górniku” Klimontów, przynajmniej za moich czasów, o ile mnie pamięć nie myli, to dysponowaliśmy kilkoma dobrymi bramkarzami. Najlepszym jednak, którego dostrzegłem i wykreowałem, był niezwykle inteligentny i kulturalny A.W. ( a nie jak podałem niżej J.W). Po wielu, wielu latach ponownie Go spotkałem w Sosnowcu (chyba w 2008 roku). Jego opowieść o swych losach, tak ogromnie mną wstrząsnęła, że wieczorem nie mogłem nawet zasnąć. To był nie tylko najlepszy wówczas zawodnik, podobnie jak jego brat, ale i mój wyjątkowy pupilek.
Przypominam sobie, że trenerem „Górnika” w Zagórzu ( kiedy ?) był też mój przyjaciel. Najlepszy w Europie w latach 50. XX w. i pierwszych latach 60. XX w. piłkarz ręczny, kołowy, reprezentant i to wielokrotny Polski, etatowy zawodnik wielokrotnego mistrza Polski „Sparty” Katowice. Rysiu przez jakiś czas trenował też ze mną w „Słowianie „ Katowice.
Pozostałe komentarze czytaj na forum.