Artroskopia kolana – ten przeklęty dla wszystkich sportowców i nie tylko zabieg dotknął również obrońcę reprezentacji Polski i Zagłębia Andrzeja Banaszczaka. Wczoraj jednak hokeista pierwszy raz w tym sezonie, po kilkutygodniowej przerwie od hokeja, wyjechał na lód i pomógł swoim kolegom pokonać JKH GKS Jastrzębie 3:2, ale jeszcze nie zagrał na „maksa”.
Ze swojego debiutu w tym sezonie
Andrzej Banaszczak nie był specjalnie zadowolony. – Mam nadzieję, że nie zaszkodziłem drużynie – stwierdził po tym meczu obrońca. – Trenuję na lodzie dopiero od pięciu dni i to był mój pierwszy mecz od dłuższego czasu. Było mi bardzo ciężko powrócić i grać od razu w normalnym tempie, ale z kolanem jest już wszystko w porządku i do wtorku powinienem grać na maksymalnych obrotach.
Powrót podpory sosnowieckiej obrony jest bezcenny dla drużyny, bo trener
Wojciech Matczak musiał do tej pory „stawać” na głowie, żeby zebrać blok defensywny do kupy przed każdym meczem. – Czasami dochodziło do sytuacji podczas meczu, że musieliśmy grać tylko dwiema parami obrońców, wielu zawodników nie wytrzymywało takiej katorgi i w szatni po meczu miałem kilku „martwych” – stwierdził Matczak. – Andrzej nie rozpoczął sezonu tak, jak zakładaliśmy, bo przeszkodziła mu w tym kontuzja. Trzeba cierpliwie czekać, aż wróci do pełni sił i wtedy pokaże, na co go stać.
Kolejną okazję do rozkręcenia się Banaszczak będzie miał już w najbliższy piątek. Zagłębie zmierzy się na własnej tafli lodowej z Akuną Naprzód Janów. Początek spotkania o godzinie 19:00.
Redakcja portalu Sosnowiec Online sosnowiec.info.pl nie
ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników.
Jednocześnie zastrzega sobie prawo do kasowania wypowiedzi zawierających
treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwe lub promujące jakiekolwiek
usługi czy produkty, zawierające linki do innych stron internetowych, a także nie związanych z tematem artykułu.