Seria przegranych sosnowieckich hokeistów w nowym roku trwa. Dziś na własnym lodzie Zagłębie Sosnowiec przegrało po dogrywce z KTH Krynica 3:4. Trener Zagłębia Mariusz Kieca jednak nie załamuje rąk i jest zadowolony nawet z jednego punktu, jaki wywalczyli jego podopieczni.
Z powodu choroby na lód nie wyjechał dzisiaj świetnie spisujący się ostatnio w bramce Zagłębia
Tomasz Dzwonek, a jego miejsce zajął 21-letni
Bartłomiej Nowak. Jego bramka była przez całe spotkanie ostrzeliwana przez przyjezdnych, lecz wychowanek sosnowieckiego klubu większych błędów nie popełnił i w wielu przypadkach z opresji wychodził obronną ręką.
Pierwszą dobrą okazję do zdobycia gola mieli sosnowiczanie.
Łukasz Kulik w 12. minucie minął interweniującego
Michała Elżbieciaka, lecz zamiast wpakować krążek do bramki… sam do niej wpadł. Niestety, 4 minuty później nasz bramkarz musiał wyciągać gumę z siatki po strzale z dystansu
Mateusza Bubla. W pierwszej tercji było dużo bezkarnej walki i dosyć często przyjezdni byli obijani o bandy sosnowieckiego lodowiska.
Więcej emocji przyniosła druga połowa drugiej tercji. W 32. minucie
Michał Stokłosa mógł dać remis miejscowym, lecz dokładając kij do wstrzelonego krążka minimalnie chybił. Trzy minuty później na obustronną karę zjechali
Tomasz Kozłowski oraz
Adrian Kurz. Ten drugi najpierw uderzał sosnowiczanina kijem, a „Koziołek”, nie chcąc być dłużny, oddał rywalowi… aż ten musiał podnosić kask z lodu. Po wznowieniu i wymianie podań między Kulikiem,
Łukaszem Zachariaszem i
Rafałem Cychowskim, ten ostatni kropnął tuż sprzed niebieskiej linii nie dając szans Elżbieciakowi. Następnie kapitalną interwencją po strzale
Tomasza Cieślickiego popisał się Nowak, jednak już po chwili goście znów objęli prowadzenie. Ponownie na ławkę kar (za grę wysokim kijem) zjechał Tomasz Kozłowski, a kryniczanie grę w przewadze wykorzystali na 10 sekund przed końcem drugiej tercji. Tym razem po podaniach dobrze znanego w Sosnowcu
Karela Hornego i
Roberta Kosteckiego na listę strzelców wpisał się obrońca KTH,
Milan Ovsak.
Na początku trzeciej części gry ponownie w tej samej chwili otworzyły się drzwi do obu karnych boksów. Tym razem sędziowie ostudzili zapędy bokserskie
Jarosława Kuca i Mateusza Dubela. W 45. minucie drużyna Zagłębia grała w przewadze po tym jak
Krzysztof Kozak dobrze zapowiadającą się kontrę gospodarzy zakończył podcinką. Miejscowi nie zmarnowali tej okazji i po strzale Zachariasza pod poprzeczkę znów wyrównali. 48. minuta przyniosła kolejną bramkę, na listę strzelców po pięknym strzale wpisał się Grzegorz Myjak. Szkoleniowcy Zagłębia zagrali jednak „va banque” i po wziętym czasie, na niespełna 3 minuty przed końcem trzeciej tercji wycofali bramkarza. Opłaciło się to, bo już po 33 sekundach do remisu doprowadził duet braci Kozłowskich. Starszy z nich - Tomasz - idealnie obsłużył młodszego i wróciła nadzieja na korzystny rezultat. W regulaminowym czasie jednak nie padł już żaden gol, a rozstrzygnięcie miała przynieść dogrywka. Dodatkowe czas gry minut trwał zaledwie 21 sekund, gdyż gola na wagę dwóch punktów strzelił dla gości Horny. – Krążek poleciał po rykoszecie i cóż, takie życie – tłumaczył po meczu rozgoryczony bramkarz Zagłębia, Bartłomiej Nowak.
– Ten jeden punkt może okazać się bardzo ważny w końcowym rozrachunku. Takie było założenie, że plan minimum to właśnie jeden punkt i cieszmy się, że w końcówce udało nam się to wyciągnąć. Jeżeli chodzi o dogrywkę to trafił się jeden błąd, brak koncentracji i skończyło się tak, jak widzieliśmy – ocenił trener Zagłębia,
Mariusz Kieca. – Przed nami jeszcze 7 meczów i liczymy na zdobycz punktową. Może nie jestem spokojny, ale optymistycznie nastawiona jest drużyna – dodał.
Redakcja portalu Sosnowiec Online sosnowiec.info.pl nie
ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników.
Jednocześnie zastrzega sobie prawo do kasowania wypowiedzi zawierających
treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwe lub promujące jakiekolwiek
usługi czy produkty, zawierające linki do innych stron internetowych, a także nie związanych z tematem artykułu.