Zagłębie Sosnowiec w decydującym meczu o awansie do półfinału prowadziło już 2:0, jednak nie utrzymało korzystnego wyniku do końca spotkania. Podobnie jak w pierwszym i trzecim pojedynku, o wyniku zadecydował konkurs rzutów karnych. Niestety, tym razem górą byli gdańszczanie i to oni powalczą z Cracovią o awans do finału. Zagłębie jeszcze co najmniej rok będzie musiało poczekać na tak oczekiwany medal…
Pierwsza tercja zaczęła się nieszczęśliwie dla Zagłębia, gdyż już w 2. minucie na ławkę kar zjechał
Anton Lezo. Kibice zgromadzeni w hali „Olivia” byli pewni, iż podobnie jak w czterech poprzednich meczach gdańszczanie strzelą jako pierwsi bramkę. Jednak Zagłębie skutecznie obroniło się przed atakami Stoczniowca i chwilę później cieszyło się z prowadzenia.
Kapitalną akcję przeprowadziła para Słowaków -
Michal Vazan wyszedł z szybką kontrą ze środkowej tercji, przerzucił krążek do pędzącego Lezo, który położył
Przemysława Odrobnego i posłał „gumę” do siatki. W 16. minucie na indywidualną akcję zdecydował się
Teddy Da Costa, który mijał obrońców jakby to był trening, a nie mecz decydujący o awansie do półfinałów. Niestety, jego strzał obronił bramkarz „Stoczni”. - Na razie wygraliśmy jedną bitwę, jeszcze nie wygraliśmy całej wojny - mówił schodząc do szatni
Artur Ślusarczyk. Dalsza część meczu pokazała zaciętość tej „wojny”.
W pierwszej tercji Zagłębie dominowało na lodzie, podobnie było na początku drugiej części spotkania. W 28. minucie sosnowiczanie grali w podwójnej przewadze i szybko to wykorzystali. Strzał
Tobiasza Bernata spod niebieskiej obronił Odrobny, jednak po dobitce młodszego z braci Da Costów musiał wyciągnąć krążek z siatki. Wydawało się, iż zagłębiacy są w takim gazie, iż nie dadzą już odebrać sobie zwycięstwa. Niestety, para napastników gospodarzy -
Milan Furo i
Maciej Urbanowicz - dwukrotnie rozmontowała obronę Zagłębia i doprowadziła do wyrównania. Urbanowicz w obu sytuacjach strzelał z najbliższej odległości. W drugiej tercji stroną przeważającą byli gdańszczanie, jednak nasi hokeiści też mieli swoje szanse. Lezo z najbliższej odległości strzelił tuż nad poprzeczką. Natomiast Ślusarczyk zagrał zbyt indywidualnie w sytuacji, gdy lepiej ustawiony był
Zbigniew Podlipni.
Po drugiej przerwie oba zespoły zaczęły grać asekuracyjnie. Pomimo kilku dogodnych sytuacji wynik nie uległ zmianie. Podobnie było w dogrywce, choć Zagłębie grało w osłabieniu przez prawie dwie minuty. W samej końcówce Furo mógł zdobyć bramkę, jednak górą był
Tomasz Dzwonek.
W hokeju rzuty karne to loteria - te słowa powtarzają wszyscy. Dziś, niestety, szczęście było po stronie gospodarzy. Jako pierwszy strzelał
Radim Antonovic, ale jego uderzenie obronił Odrobny. Po chwili dla Stoczniowca bramkę zdobył
Jozef Vitek. Młodszy z braci Da Costów wytrzymał presję, zaczarował bramkarza gdańszczan i posłał „gumę” między parkanami do siatki. Dzwonek wybronił nogą strzał
Petera Hurtaja, jednak kolejną próbę zmarnował
Michał Vazan, a
Roman Skutchan celnym strzałem, po którym krążek odbił się od poprzeczki, doprowadził do ekstazy gdańskich kibiców.
Zagłębie w rywalizacji ze Stoczniowcem pokazało charakter. Za często brakowało jednak konsekwencji w grze i dlatego gdańszczanie cieszą się z awansu do półfinału. Miejmy nadzieję, że kolejny sezon będzie lepszy w wykonaniu sosnowiczan i wreszcie ziszczą się marzenia o medalu…
Redakcja portalu Sosnowiec Online sosnowiec.info.pl nie
ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników.
Jednocześnie zastrzega sobie prawo do kasowania wypowiedzi zawierających
treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwe lub promujące jakiekolwiek
usługi czy produkty, zawierające linki do innych stron internetowych, a także nie związanych z tematem artykułu.