Takiego pokazu hokeja na Stadionie Zimowym brakowało od dawna. Hokeiści Zagłębia Sosnowiec rozstrzelali rywali ze Stoczniowca 9:2 i tym samym, po czterech porażkach z rzędu, odnieśli pierwsze zwycięstwo w tym sezonie.
Pierwsze minuty starcia pomiędzy Stocznią a Zagłębiem to bombardowanie bramki
Przemysława Odrobnego. Znów dał znać o sobie zagłębiowski mega-duet braci Kozłowskich, którzy wyprowadzili Zagłębie na prowadzenie po świetnym strzale tuż przy prawym słupku z wysokości bulika. Niestety dla gospodarzy „zgaszeni” gdańszczanie obudzili się i niespodziewanie wyrównali po strzale z najbliższej odległości
Tomasza Ziółkowskiego.
Potem już jednak na tafli Stadionu Zimowego istnieli tylko sosnowiczanie.
Na prowadzenie gospodarzy wyprowadził kapitalną bombą spod niebieskiej linii
Jarosław Kuc, przewagę do dwóch goli powiększył jeszcze piękniejszym trafieniem w prawe okienko bramki ulubieniec sosnowieckiej publiczności
Vladimir Luka, a krzyżyk na „Stoczni” postawił
Radim Antonović, który po podaniu Luki wyszedł sam na sam z popularnym „Wiedźminem” i wpakował „gumę” w prawy róg. Chwilę później zadziałał znów duet Luka-Antonović, którzy zamienili się miejscami, a Luka kapitalnym strzałem pod poprzeczkę z najbliższej odległości odesłał Odrobnego do własnego boksu.
Wysokie prowadzenie nie sprawiło, że Zagłębiacy odpuścili i z jeszcze większą wściekłością rzucili się na nierozgrzanego bramkarza Stoczniowca
Sylwestra Solińskiego, który o dziwo radził sobie lepiej niż reprezentacyjny kolega, ratując łapiących głupie kary kolegów. Kuc jednak sprawdził wytrzymałość poprzeczki z niebieskiej linii,
Tomasz Kozłowski z najbliższej odległości nie trafił czysto w krążek, a w wyśmienitej sytuacji „jeden na jeden”
Robin Bacul ustrzelił parkan golkipera. Wreszcie jednak
Marcin Kozłowski w zamieszaniu podbramkowym pewnym uderzeniem dał sosnowiczanom szóstego gola, a gwóźdź do trumny gdańszczan „wbił” Tomasz Kozłowski, który w osłabieniu popisał się niesamowitym golem, uderzając „gumę” przez całą długość lodowiska do pustej bramki w ostatniej sekundzie, po wcześniejszym wycofaniu bramkarza gości. – Wreszcie trzy punkty zostają w Sosnowcu – cieszył się po meczu Marcin Kozłowski. – Za dużo było ostatnio tych prezentów rozdawanych rywalom. Cieszymy się ze zwycięstwa i wierzymy, że teraz już wróciliśmy na właściwy tor.
W końcówce ekipa gdańskiego Neptuna zdołała odpowiedzieć tylko jednym trafieniem między parkanami Ziółkowskiego, ale to był tylko „łabędzi śpiew” rozbitych gości. Ósemkę na tablicy wyników załatwił Zagłębiu w ostatnich minutach piekielnie mocnym strzałem przy prawym słupku Robin Bacul, a dziewiąte trafienie zaliczył z najbliższej odległości po „patelni” Voznika tuż przed polem bramkowym
Marcin Jaros i pogrom gdańszczan stał się faktem. - Szczerze powiedziawszy to ten weekend nie miał tak wyglądać – mówił niezadowolony mimo wszystko trener Zagłębia
Wojciech Matczak. - Dzisiejsze zwycięstwo to był mus. Niestety nie ma się za bardzo z czego cieszyć. Tak to nie może wyglądać, że w trzeciej tercji nasza gra nie ma nic wspólnego z tym, co sobie założyliśmy. Rozumiem, że przy wysokim wyniku można pozwolić sobie na fajerwerki i kombinowanie, ale potem takie złe nawyki mogą zostać na kolejne mecze i zaważyć na kolejnych rezultatach.
Redakcja portalu Sosnowiec Online sosnowiec.info.pl nie
ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników.
Jednocześnie zastrzega sobie prawo do kasowania wypowiedzi zawierających
treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwe lub promujące jakiekolwiek
usługi czy produkty, zawierające linki do innych stron internetowych, a także nie związanych z tematem artykułu.