Sarmacja w bieżącym sezonie na własnym stadionie nie zaznała jeszcze porażki. Victoria Częstochowa - lider rozgrywek - przyjechała dzisiaj do Będzina z założeniem przerwania tej dobrej passy. Częstochowianie celu jednak nie osiągnęli, a co gorsza dla nich, nie zdobyli nawet punktu. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 2:1.
Gospodarze już od pierwszych minut zdominowali boiskowe wydarzenia, jednak ich ataki były nieskuteczne. Po jednej z niewykorzystanych szans, Victoria wyprowadziła szybki kontratak - długie podanie przejął Tomasz Rados i popędził ile sił w nogach na bramkę Sarmacji. Tuż przed polem karnym odegrał piłkę do nadbiegającego Kamila Ścisłowskiego, a ten w sytuacji „sam na sam” strzelił wprost w bramkarza gospodarzy.
Kibice na bramki musieli czekać do drugiej połowy. W 48. minucie składna akcja dała prowadzenie Sarmacji. Po wznowieniu z autu i dośrodkowaniu z prawej strony, w kapitalnej sytuacji znalazł się Damian Koch, a piłka po jego strzale trafiła jeszcze w słupek i wpadła do bramki gości. Strzelec pierwszego gola w znaczący sposób przyczynił się także do drugiego trafienia. To właśnie po faulu na Kochu został podyktowany rzut karny, którego pewnym egzekutorem okazał się Robert Chudy. - Wyszliśmy na to spotkanie niesamowicie zmobilizowani. Chcieliśmy wygrać i cel osiągnęliśmy. Nie czuję się bohaterem, bo cała drużyna walczyła na boisku. Końcówka meczu była bardzo nerwowa, jednak dowieźliśmy wynik do końca - mówił po spotkaniu Damian Koch. Najładniejszą bramkę pojedynku zdobył obrońca będzinian - Sebastian Giczański, jednak było to trafienie… samobójcze. Giczański wyskoczył do dośrodkowania z lewej strony z zamiarem wybicia piłki, niestety piła odbiła się od słupka i wpadła - obok bezradnie odprowadzającego ją wzrokiem Grzegorza Żaka - wprost do siatki.
W 80. minucie na boisku pojawił się Michał Szafarczyk, jednak zawodnik Sarmacji nie będzie dobrze wspominał tego spotkania, gdyż 8 minut później zszedł z boiska po tym, jak otrzymał drugą żółtą kartkę. - Nie wiem za co sędzia wyrzucił mnie z boiska. W tym starciu to rywal mnie popychał - denerwował się zawodnik schodząc do szatni.
Końcowe minuty spotkania to szturmowe ataki gości i wybijanie - byle dalej - piłki przez Sarmację. Niepotrzebną nerwowość do spotkania wnieśli zawodnicy i sztab trenerski, przebywający na ławce rezerwowych przyjezdnych. Zamiast skupić się na zmaganiach boiskowych, wdawali się w niepotrzebne pyskówki z sędziami, kibicami, zawodnikami i ochroną. Po tym, co działo się w obozie gości pasuje zadedykować im tylko określenie, że „przegrywać także trzeba umieć”. Przez awantury ekipy Victorii sędzia co chwila przerywał grę, co raczej przeszkadzało częstochowianom, niż im pomagało.
- Dominowaliśmy przez większość spotkania, jednak bramka samobójcza spowodowała, że końcówka spotkania była nerwowa. Graliśmy dziś bez pięciu podstawowych zawodników. Pole do popisu dostali więc młodzi gracze i z zadania się wywiązali. W końcu pokonaliśmy lidera, ma to dla nas duże znaczenie - podsumował spotkanie trener Sarmacji, Artur Szymkowski.
Druga nasza drużyna występująca w IV lidze, Zagłębiak Dąbrowa Górnicza, pewnie pokonał w wyjazdowym spotkaniu MKS Myszków 2:0.
W V lidze Czarni Sosnowiec zwiększyli swoją przewagę nad drugą w tabeli Szczakowianką Jaworzno do 11 punktów. Czarni wygrali w derbowym pojedynku z AKS-em Niwka 2:1, natomiast jaworzanie niespodziewanie ulegli w Czeladzi - Górnikowi Piaski 1:3.
Redakcja portalu Sosnowiec Online sosnowiec.info.pl nie
ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników.
Jednocześnie zastrzega sobie prawo do kasowania wypowiedzi zawierających
treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwe lub promujące jakiekolwiek
usługi czy produkty, zawierające linki do innych stron internetowych, a także nie związanych z tematem artykułu.