W poprzedniej kolejce piłkarze ręczni Górnika pokonali trzeci w tabeli SPR Ruda Śląska. Dzisiaj poprzeczka została zawieszona jeszcze wyżej - sosnowiczanie zmierzyli się z wiceliderem z Zawiercia. Niewiele brakło, aby i tym razem pokonali faworyzowanego przeciwnika.
Sosnowiczanie przystąpili do dzisiejszego pojedynku osłabieni -
Tomasz Kaleciński pauzował za czerwoną kartkę otrzymaną w ostatnim spotkaniu, natomiast
Jakub Bujoczek jest chory. Górnicy nie zważali jednak na ubytki w kadrze i od pierwszych minut toczyli z rywalem zażarty, wyrównany pojedynek. Gospodarze grali bardzo rozważnie w obronie i raz po raz kąsali zawiercian szybkimi akcjami kończonymi skutecznymi rzutami. Konsekwencja i determinacja dały wymierny efekt - na przerwę Górnik schodził z 2-bramkową zaliczką.
Na początku drugiej połowy było jeszcze lepiej. Po 10 minutach gry przewaga Górnika wzrosła do 5 bramek (25:20) i utrzymała się aż do 52. minuty. Od tego momentu rzucali jednak już tylko goście... - Pogubiliśmy się przez przez naszą młodzieńczą fantazję, nad którą górę wzięło doświadczenie rywali - podsumowuje
Rafał Oraczewski, trener Górnika. - Wpływ miała także czerwona kartka dla
Rafała Woźniaka, naszego kluczowego zawodnika w ofensywie - dodaje. Ostatnią bramkę meczu Viret zdobył na 30 sekund przed końcową syreną. Była więc jeszcze szansa na odwrócenie losów pojedynku. - Niestety, rzut który oddałem kilka sekund przed końcem, minął światło bramki - mówi
Grzegorz Mentel, zdobywca 12 goli. - Wydaje mi się, że zrobiłem wszystko, co mogłem. Dostałem dobrą zasłonę od kolegi, lecz rzut był niecelny. Bramkarz poszedł w prawy róg, piłka leciała w lewy, ale jedynie musnęła górną część poprzeczki - wspomina feralny strzelec.
W końcowym rozrachunku Górnik nie dopisał więc na swym koncie punktów. - Pozostał niedosyt. Niewiele brakowało, abyśmy wyrwali dzisiaj choćby punkt - żałuje Oraczewski. - Jest ogromny żal, lecz po raz kolejny udowodniliśmy, że potrafimy grać - w podobnym tonie stwierdza Mentel.
W najbliższy piątek szczypiorniści Górnika kończą serię spotkań z czołówką. Tym razem czeka ich najtrudniejsze zadanie - w Bochni zmierzą się z BKS-em, liderem tabeli, który dotąd w rozgrywkach nie stracił nawet punktu. - Chcieliśmy być uznawani za postrach faworytów, jednak dzisiejszy mecz popsuł nasze plany - uśmiecha się Oraczewski. - Niemniej do Bochni jedziemy grać swoje, czyli walczyć do ostatniej piłki o zwycięstwo - kończy sosnowiecki szkoleniowiec.
Redakcja portalu Sosnowiec Online sosnowiec.info.pl nie
ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników.
Jednocześnie zastrzega sobie prawo do kasowania wypowiedzi zawierających
treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwe lub promujące jakiekolwiek
usługi czy produkty, zawierające linki do innych stron internetowych, a także nie związanych z tematem artykułu.