Niestety siatkarki dąbrowskiego MKS-u po raz drugi w ciągu dwóch dni rozczarowały swoich kibiców. Wczoraj, w ramach rozgrywek Plus Ligi Kobiet przegrały 1:3 z faworyzowanym BKS-em Aluprof Bielsko-Biała, a dzisiaj powtórzyły ten wynik z bielszczankami w spotkaniu ćwierćfinałowym rozgrywek Pucharu Polski.
Choć w pierwszym spotkaniu 1/4 Pucharu Polski w Bielsku emocji nie brakowało, bo zakończyło się ono minimalnym zwycięstwem bielszczanek 3:2, to w rewanżu dąbrowianki spisały się znacznie gorzej. Kibice po cichu liczyli, że skoro ich zespół walczył jak równy z równym w „jaskini lwa”, to w dąbrowskiej hali „Centrum” MKS pokusi się o zwycięstwo. Nic się takiego jednak nie stało, a BKS Aluprof gładko rozprawił się z dąbrowiankami i awansował do turnieju finałowego.
Już na początku pierwszej odsłony było widać, że MKS będzie miał duży problem. Po udanych atakach
Anny Barańskiej i
Heleny Horki BKS szybko uzyskał prowadzenie 3:0. Dąbrowianki gubiły się w przyjęciu zagrywki, a zwieńczeniem kiepskiej postawy zespołu prowadzonego przez
Waldemara Kawkę był atak
Joanny Szczurek poza boiskiem. W ataku nie radziła sobie też
Ewelina Sieczka, a dodatkowo sporo krwi gospodyniom napsuła Barańska, która bez problemu omijała podwójny blok dąbrowianek i bombardowała je silną zagrywką. Trener Kawka starał się ratować sytuację, wprowadzając za Sieczkę
Marzenę Wilczyńską, ale niewiele to dało. Na słowa uznania zasłużyła
Magdalena Śliwa, która swoimi kąśliwymi zagrywkami siała popłoch w szeregach przyjmujących bielskiego klubu. Niestety, koncertowa gra Barańskiej, wspomaganej przez Horkę i Studzienną szybko pozwoliła na powiększenie przewagi, która rosła z minuty na minutę i BKS wyszedł na prowadzenie w tym spotkaniu.
Drugi set to już zacięta walka, ale tylko dlatego, że
Natalia Bamber i Barańska zaczęły mylić się w ataku. Dzięki temu MKS wyszedł na prowadzenie 7:4 i utrzymywał przewagę przez całą partię. Dobrze do gry wprowadziła się
Aleksandra Liniarska (zmieniła
Małgorzatę Lis), która wybiła z właściwego rytmu zespół
Igora Prielożnego dobrą zagrywką. Choć w końcówce kibicom z Dąbrowy zadrżały serca, bo długą wymianę skończyła skutecznym atakiem środkowa BKS-u,
Katarzyna Gajgał, a Barańska obudziła się w ofensywie, to jednak dąbrowianki zachowały zimną krew i po ataku Strządały zdołały wyrównać stan meczu.
O pozostałych dwóch setach wszyscy w Dąbrowie chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Dąbrowianki kompletnie się pogubiły i nie potrafiły przebić najprostszych piłek na stronę rywalek. Na domiar złego w bloku szalała
Jolanta Studzienna, a w ataku nie do zatrzymania były Horka, Bamber i Barańska. W zespole z naszego regionu jedynie
Katarzyna Wysocka i Sieczka starały się nawiązać walkę z mocniejszymi rywalkami, ale niestety było to za mało na lidera Plus Ligi Kobiet.
Po spotkaniu przyjmująca MKS-u, Ewelina Sieczka była bardzo rozczarowana postawą swojego zespołu. - Kompletnie pogubiłyśmy się w obronie i to miało decydujący wpływ na wynik tego meczu - zdradziła Sieczka. - Jedynie w drugiej partii nawiązałyśmy wyrównaną walkę, ale to było za mało na zdecydowanie lepszy od nas zespół BKS-u Aluprof. Po wysoko przegranym trzecim secie było już wszystko jasne, bo niekorzystny bilans małych punktów był już nie do odrobienia - dodała popularna „Sieka”.
Redakcja portalu Sosnowiec Online sosnowiec.info.pl nie
ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników.
Jednocześnie zastrzega sobie prawo do kasowania wypowiedzi zawierających
treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwe lub promujące jakiekolwiek
usługi czy produkty, zawierające linki do innych stron internetowych, a także nie związanych z tematem artykułu.